Wczorajszą sesję trudno uznać za udaną. Najpierw niskie otwarcie, potem krótka i niezbyt przekonywująca próba odrobienia straconego dystansu i wreszcie dynamiczny marsz na południe. Późniejsza stabilizacja wynikała zapewne z tego, że przecena niektórych walorów o 2-3% została uznana za wystarczającą, jak na jeden dzień. Posiadacze akcji pozbywali się ich dość chętnie, jednak obroty na rynku dalekie były od tych, jakie pojawiały się na GPW, gdy indeksy zdobywały nowe szczyty. Być może jest to najważniejsza pozytywna informacja z wczorajszych notowań, bo sugeruje korekcyjny charakter zniżki. Najprawdopodobniej tak właśnie jest, bo jak do tej pory nie wystąpiły wiarygodne formacje odwracania długoterminowego trendu wzrostowego, wskazujące na dystrybucję. Niemniej jednak powody, dla których inwestorzy zaczęli nieco alergicznie reagować na posiadane w portfelach akcje, są znaczące i mogą przyczynić się do pogłębienia spadków.

W pierwszej kolejności należy wymienić wzrastające ryzyko polityczne i możliwość wcześniejszych wyborów parlamentarnych, co wiąże się zwykle z wysypem populistycznych haseł, mniej lub bardziej kontrowersyjnych pomysłów na uzdrowienie gospodarki i zwyczajnej kiełbasy wyborczej. Niestety, istnieje obawa, że przy takim składzie Sejmu i takim stanie "elit" niektóre z tych cudownych recept mogą doczekać się prób realizacji, jak choćby odgrzany przez Andrzeja Leppera pomysł czwartej stawki PIT. Nerwowość inwestorów wzmaga też niepewny kształt sceny politycznej, która wraz z pojawieniem się Partii Demokratycznej może zostać dość gruntownie przemeblowana. Na dłuższą metę jednak czerwcowe wybory mogą się okazać korzystniejsze, bo kampania wyborcza będzie krótsza, a i przyszły rząd będzie miał więcej czasu na przygotowanie budżetu na rok 2006. Na obecne nastroje inwestorów mają również wpływ spekulacje, czy Alan Greenspan w środowym wystąpieniu przed komisją budżetową zasygnalizuje podwyżkę stóp procentowych.

Zwróć uwagę:

Getin - nie będzie zagrania "pod emisję", ale atrakcyjne fundamenty pozostają.