Wczorajsza sesja była spokojnym odreagowaniem środowej przeceny. Dużo mniejsza rozpiętość wahań, a także wartość obrotu sugerują, że mieliśmy do czynienia z uspokojeniem nastrojów i lizaniem ran przez byki. W środę sporo ich ubyło. Można przypuszczać, że większość z nich otwierała pozycje zbyt późno. Ci, którzy utrzymują "longi" od dłuższego czasu, nie ucierpieli tak bardzo.
Spadek był znaczny, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by był głębszy. Nie musi to oznaczać, że będziemy spadać już dziś, ale środowa słabość ostudzi zapewne nastroje wśród byków. Nie pomaga zapewne coraz bardziej prawdopodobna perspektywa wyborów w czerwcu. Czeka nas cyrk wyborczy, który sam w sobie podwyższa ryzyko polityczne, a to z kolei wpływa niekorzystnie na ceny polskich aktywów. Pewnym pocieszeniem dla rynków mogłaby być świadomość, że po wyborach dojdzie do władzy prawica, ale problem w tym, iż koalicja PO z PiS będzie od tej pierwszej wymagała kilku ustępstw w sferze socjalnej. Poza tym wcale nie jest powiedziane, że obie partie uzyskają większość. Zwłaszcza, gdy popularność zdobędzie nowo powstała PD, która może odebrać część zwolenników PO.
Na razie rynki reagują spokojnie. Złoty się nawet umocnił, ale można przypuszczać, że to tylko reakcja na pewne wyklarowanie się przyszłości. Im bliżej 5 maja, tym będzie goręcej. Dziś cały świat będzie skupiony na publikowanych o 14.30 danych o stanie amerykańskiego rynku pracy. Oczekiwania "ulicy" są stosunkowo wysokie i bardzo łatwo o rozczarowanie. Wprawdzie podawane co tydzień dane o nowych wnioskach o zasiłek są ostatnio bardzo dobre, ale nie musi się to wcale przełożyć bezpośrednio na wysoki wzrost liczby miejsc pracy. Już nieraz oczekiwania wynikłe z cotygodniowych danych mijały się z faktyczną wymową raportu.