W piątek Brytyjczycy poinformowali, że zamierzają podwoić zatrudnienie w dziale odpowiedzialnym za ocenę globalnego rynku akcji, do ok. 100 osób. Łącznie dział analiz ma zatrudniać już ok. 400 osób. To część projektu rozwoju usług z zakresu bankowości inwestycyjnej - poinformował Robert Vaudry, dyrektor rozbudowywanej jednostki, dodając, że zatrudnienie znajdą osoby zajmujące się praktycznie wszystkimi istotnymi rynkami na świecie, od Hongkongu i Tokio, poprzez Londyn po Nowy Jork.

Zmieni się też sposób tworzenia analiz. Preferowane będą długoterminowe raporty (nawet do 5 lat) na temat sytuacji w całej branży, a bank będzie powoli odchodził od oceny pojedynczych spółek i wydawania dla nich krótkoterminowych rekomendacji.

- Nie jest tajemnicą, że naszą bolączką jest za mała obecność w zyskownym segmencie bankowości inwestycyjnej. I nie jest też tajemnicą, że mocno inwestujemy w jego rozwój - podkreśla R. Vaudry, który nie ukrywa, że ambicją Brytyjczyków jest, by dorównać na tym polu liderom z nowojorskiej Wall Street, czyli takim instytucjom, jak Goldman Sachs, Merrill Lynch, Lehman Brothers, Salomon Smith Barney (należy do Citigroup) czy CS First Boston. A jest o co walczyć. W ub.r. w skali globalnej banki inwestycyjne pobrały za swoje usługi prowizje w łącznej wysokości aż 42,5 mld USD. Najbardziej zyskowna działalność tych instytucji to organizowanie fuzji i przejęć czy gwarantowanie emisji papierów wartościowych.