Polaryzacja rynku jest w dalszym ciągu bardzo widoczna. Obrazuje ją choćby różnica pomiędzy średnim zarobkiem, jaki można było uzyskać inwestując w spółki, których kursy od końca minionego roku poszły w górę, a stratą wynikającą z nietrafionych decyzji. Średni zysk przekracza 13%, natomiast przeciętna strata wynosi blisko 10%. Inwestorzy mają twardy orzech do zgryzienia - czy lokować pieniądze zgodnie z zasadą "trend jest twoim przyjacielem" i wybierać akcje, gdzie utrzymuje się tendencja wzrostowa, ale i ryzyko nagłej korekty jest największe, czy też interesować się firmami, które w tym roku słabiej wypadały. Pierwszy od ponad miesiąca spadkowy tydzień pokazał, że w chwili pogorszenia koniunktury trudno znaleźć "bezpieczną przystań". Przez ostatnich pięć sesji zniżkowały notowania aż 160 spółek, przeciętnie o ponad 4%. W górę poszły ceny tylko 52 firm. Wskaźnik A/D Line, obrazujący proporcje pomiędzy liczbą spółek rosnących i zniżkujących na danej sesji, pokonał poprzednie minimum. To kolejny znak, że grupa walorów idących w górę jest w dalszym ciągu bardzo skromna.
Wystarczył impuls
Ostatnie dni potwierdziły, że od pewnego czasu zachowanie giełdy jest bardziej wypadkową bieżących nastrojów niż racjonalnych decyzji. Do największej od jesieni 2002 r. przeceny papierów największych przedsiębiorstw wystarczyła iskierka. Rozczarowujące wyniki PKN Orlen wraz z niewielkim pogorszeniem nastrojów na rynku walutowym i obligacji wywołały solidną wyprzedaż. Wydaje się, że zadziałał tu mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Inwestorzy byli mocno przekonani, że impuls do mocniejszej korekty dadzą złoty i obligacje. I tak też się stało. Skalę spadku na tych rynkach trudno jednak uznać za wystarczający powód do tak silnej wyprzedaży na giełdzie. Za jego dużą część odpowiadały prawdopodobnie emocje. Swoje zrobiła też zniżka węgierskiego parkietu, która umacniała przekonanie o wycofywaniu się kapitału z regionu.
Można zakładać, że teraz sytuacja się uspokoi. Kto miał sprzedać, już to zrobił, a reszta posiadaczy akcji będzie zapewne czekać na dalszy rozwój wypadków, wypatrując napływu kolejnej fali zagranicznego kapitału. Jednak teraz nie będzie tak łatwo podnieść ceny. Notowania znalazły się poniżej poziomów, na których występowały rekordowe obroty akcjami spółek z WIG20. Ci, którzy stali wtedy po stronie kupna, są w większości wypadków pod kreską. Teraz część z nich może chcieć pozbyć się papierów w momencie, gdy kursy wrócą do poziomu, na jakim je nabywali.
Zasłonięta luka