Wczorajsza sesja mogłaby być uznana za nudną, gdyby nie południowy wyskok ceny PKN, a tym samym chwilowe podniesienie wartości indeksu o 20 pkt. To wydarzenie wywołane prawdopodobnie pomyłkowym zleceniem kupna wyznaczyło maksimum sesji na rynku terminowym. Nawet mimo wzrostowej końcówki to maksimum nie zostało poprawione.
Ciekawostką jest zapewne fakt, że wczorajsza zwyżka cen zatrzymana została przez wewnętrzną linię trendu (linia kropkowana na wykresie). Oczywiście, to jeszcze niczego nie przesądza, ale warto odnotować, że do końca notowań nie udało się bykom wyjść wyżej. Stosunkowo wysokie zamknięcie wyciągnęło ceny kontraktów nieznacznie nad poziom połowy środowego spadku cen. Ten fakt jest wart odnotowania, bo pokazuje, że popyt stara się zmyć z siebie blamaż, jaki miał miejsce w połowie ubiegłego tygodnia. Zwiększa to szanse byków na kontrę. Do sukcesu potrzeba jednak nieco więcej wysiłku. Wczoraj zakończyliśmy notowania na poziomie górnego ograniczenia konsolidacji z końca lutego oraz dołka z początku marca. Dziś popyt będzie się z nim zmagał.
Jakie są szansę na wyjście górą? Biorąc pod uwagę fakt, że cały czas trwamy w trendzie wzrostowym, należałoby przyjąć, że zwyżka jest bardziej prawdopodobna. Oczywiście, mamy do wyboru kilka kontrargumentów, ale trend jest zawsze trendem. Być może wyjdziemy więc wyżej. Czy pokonamy ostatni szczyt? Z tym może być już gorzej. Każdy wie, że środowy spadek nie wziął się znikąd. Myślę, że bardziej prawdopodobne jest poruszanie się w bok. Dopiero wyklarowanie się sytuacji politycznej pomoże w odważniejszych decyzjach. Jeśli nic wcześniej nie wypłynie, to więcej będziemy wiedzieć dopiero po 12 marca, po posiedzeniu Rady Krajowej SLD. Nie można też zapomnieć o dzisiejszym przesłuchaniu prezydenta.