Złoty i polskie obligacje nieznacznie straciły w porannym handlu w oczekiwaniu na konferencję prasową po posiedzeniu rządu. Spodziewano się na niej informacji o możliwej rezygnacji J. Hausnera, o czym informowała wtorkowa "Trybuna". Ostatecznie, do dymisji nie doszło. - Wicepremier pracuje wraz z rządem normalnie. Ani on, ani premier Marek Belka nie będą komentować tego typu doniesień - powiedział dziennikarzom Dariusz Jadowski, rzecznik rządu.
Zachowanie inwestorów w niczym nie przypominało wypadków sprzed tygodnia, gdy rzecznik rządu oświadczył, że za dwa dni Marek Belka wygłosi "ważne oświadczenie polityczne". Złoty w kilkanaście minut stracił wtedy na wartości prawie 1%. Spadły też ceny polskich obligacji. Wczoraj po południu za euro płacono 3,89 zł wobec 3,88 zł na otwarciu rynku. Rentowność obligacji 5-letnich wynosiła 5,41% (5,38% w porannym handlu).
- Dymisja Hausnera nie ma wielkiego znaczenia dla rynku, bo wicepremiera już w praktyce w rządzie nie ma. Nie ma też planu Hausnera - mówi Tomasz Chmielarski, diler walutowy z BRE Banku. - W tej chwili rynek żyje już zupełnie innymi sprawami - dodaje.
Chodzi o możliwe scenariusze dalszego rozwoju wypadków na scenie politycznej. - Najważniejszy jest skład przyszłego rządu - twierdzi T. Chmielarski. Jego zdaniem, inwestorzy już się przyzwyczaili do tego, że wybory się zbliżają. A sam ich termin jest sprawą drugorzędną. Diler przyznaje jednak, że z punktu widzenia rynku, "im później, tym lepiej".
Dlaczego? Bo sytuacja na scenie politycznej nie jest jasna. - Wyniki sondaży nie są jednoznaczne. Nie ma pewności, czy PO i PiS byłyby w stanie stworzyć teraz rząd bez udziału trzeciej partii. A to oznacza bardzo dużą niepewność - mówi specjalista.