- Fundusz poręczeniowy powinien zmobilizować rządy państw członkowskich oraz inwestorów prywatnych do większych nakładów w infrastrukturę o znaczeniu europejskim - tłumaczył wczoraj Joaquín Almunia, komisarz ds. ekonomicznych i społecznych. Gwarancje unijne mają pomóc prywatnym firmom, które współuczestniczą w budowie tzw. transeuropejskich sieci transportowych (TEN). Chodzi o najważniejsze szlaki komunikacyjne, łączące aglomeracje wielu państw. W Polsce to np. autostrada ze Świecka do Warszawy, której część buduje Autostrada Wielkopolska. Unia pokrywa część kosztów modernizacji i budowy tych szlaków. Teraz chce także pomóc prywatnym firmom w pozyskaniu kapitału na inwestycje. Do tej pory gwarancji udzielały zwykle rządy. Dzięki temu konsorcja, którym państwo zleciło budowę, mogły zapożyczać się w instytucjach międzynarodowych.
Jeżeli projekt funduszu poprą kraje członkowskie, od 2007 roku koncesjonariusze będą mogli uzyskiwać dodatkowe gwarancje w samej Brukseli. Komisja przyznała, że poręczenia mogą być potrzebne zwłaszcza w pierwszych latach eksploatacji szlaków transportowych, kiedy wpływy z opłat za użytkowanie np. autostrady nie wystarczają na spłaty kredytów na budowę. Zdarza się tak bardzo często. Badania umów koncesyjnych prowadzone przez Standard & Poor?s pokazały, że koncesjonariusze "przestrzelają" prognozy ruchu. Według danych S&P, średni ruch na badanych autostradach jest niższy przeciętnie o około 30% od założeń i projekt się nie domyka. Wtedy pomaga poręczyciel.
Według propozycji, fundusz ma być zarządzany przez Europejski Bank Inwestycyjny. Koszt gwarancji i ewentualnych pożyczek ma być proporcjonalny do ryzyka inwestycji. - Pomysł jest ciekawy - powiedzieli nam przedstawiciele resortu infrastruktury. Podkreślali jednak, że już teraz EBI jest gotowy udzielać coraz większych pożyczek i poręczeń dla projektów infrastrukturalnych.