- Seifert ignorował opinie akcjonariuszy Deutsche Boerse przez wiele miesięcy. Nie widzę więc powodu, żebyśmy my go teraz popierali. Szef giełdy frankfurckiej stąpa po bardzo cienkim lodzie - powiedział Bloombergowi David Slager, zarządzający z nowojorskiego funduszu Atticus Capital, który ma w portfelu 5,5% akcji Deutsche Boerse. Wtóruje mu Richard Grossman, dyrektor londyńskiego biura maklerskiego London Stockbrokers, udziałowca londyńskiej giełdy. - Myślę, że teraz najważniejszą kwestią jest nie to, czy odejdzie szef Deutsche Boerse, ale kiedy odejdzie - stwierdził.
Głównym powodem, dla którego część udziałowców straciła zaufanie do prezesa, były jego poczynania przy okazji próby przejęcia giełdy londyńskiej. Seifert nie chciał zgodzić się, aby akcjonariusze spółki współdecydowali w tej sprawie i chciał dokonać operacji bez wysłuchania ich opinii. Tymczasem przegrał podwójnie. Bo giełdy londyńskiej raczej nie przejmie. Nie tylko poniósł drugą porażkę (6 marca Deutsche Boerse wycofała ofertę kupna LSE za 2,5 mld USD), ale jednocześnie stracił zaufanie udziałowców.
Dlatego teraz część posiadaczy akcji Deutsche Boerse wzywa do ustąpienia Seiferta, a także prezesa rady nadzorczej frankfurckiej giełdy Rolfa Breuera (były prezes Deutsche Banku). Mogłoby to nastąpić np. podczas planowanego na maj walnego zgromadzenia akcjonariuszy spółki. - Nie ukrywamy, że chcemy zmian. Potrzeba nowego, prężnego zarządu - powiedział Chris Hohn, szef londyńskiego funduszu TCI, posiadacza 7,6% akcji Deutsche Boerse, który sprzeciwiał się ofercie na LSE.
Czy Seifert szybko odejdzie. Wiele wskazuje na to, że będzie walczył o stanowisko. Już miesiąc temu, podczas jednej z konferencji prasowych podkreślał swoją rolę w rozwoju frankfurckiej giełdy. - Kiedy obejmowałem stanowisko prezesa w 1993 r, Deutsche Boerse była mało znaczącą instytucją. Teraz jesteśmy najlepiej zorganizowaną giełdą na świecie - mówił wówczas.
Możliwa nowa oferta na LSE?