Kiedy 10 marca 2000 r. indeks Composite technologicznej giełdy Nasdaq osiągał najwyższą w historii wartość 5048,23 pkt, krajobraz korporacyjnej Ameryki wyglądał zdecydowanie inaczej niż jeszcze parę lat wcześniej. Wystarczy wspom-nieć, że największą pod względem wartości firmą w USA było Cisco (kapitalizacja rzędu 550 mld USD), założona zaledwie paręnaście lat wcześniej spółka specjalizująca się w technologiach sieciowych, która zdystansowało tradycyjnych liderów - np. General Electric, z historią sięgającą ponad stu lat wstecz. Na giełdach królował Microsoft, Intel i inni komputerowi giganci, obok których wyrosła cała rzesza firm działających tylko w internecie, tzw. dotcomów.
Choć wielu posiadaczy akcji nie chciało w to uwierzyć, nadmuchiwany przez kilka poprzednich lat spekulacyjny balon został jednak w końcu przekłuty i przez dwa i pół roku Nasdaq Composite sukcesyw-nie spadał i spadał - łącznie o niemal cztery piąte. Notowane na giełdzie spółki bankrutowały, a gracze tracili pieniądze, stanowiące często dorobek życia. Oblicza się, że na skutek pęknięcia internetowej bańki inwestorzy stracili łącznie
7,6 bln USD.
Rekord padnie, ale kiedy?
Mimo że od dołka z października 2002 r. indeks Nasdaq podskoczył już o 86%, to aby wyrównać rekord, musiałby zwiększyć swoją wartość ponaddwukrotnie. Czy są na to szanse? "O ile nie nastąpi koniec świata, to w końcu wrócimy do rekordowych poziomów" - żartuje Chuck McQuad, cytowany przez Bloomberga zarządzający funduszami Columbia Acorn. "Ale kto wie, ile to zajmie?" - zastanawia się McQuad. W powszechnej opinii nie jest to kwestia najbliższych lat, być może nawet dziesięciolecia.