Według Challenger, Gray & Christmas Inc., luty był czwartym z rzędu miesiącem, w którym wzrastała liczba dymisji. Po raz pierwszy też od lutego 2001 r. przekroczono magiczną liczbę 100 zwolnień. Zwolnienia objęły niemal równo wszystkie sektory gospodarki. Także w pierwszych dniach marca utrzymywało się podobne tempo zwolnień.
Statystyka obejmuje wielu dyrektorów generalnych, którzy odeszli sami lub zostali "poproszeni" o rezygnację - mówi John Challenger, kierujący Challenger, Gray & Christmas Inc. Jego zdaniem, obecny trend pokazuje, że rady nadzorujące działalność spółek wysoko zawiesiły poprzeczkę osobom pełniącym funkcje wykonawcze w firmie.
Według Challengera, powody zwolnień są dwojakie. Po pierwsze, spółki wymieniają dyrektorów, którzy przeprowadzili je przez okres recesji. Ich miejsce zajmują bardziej dynamiczni szefowie, bardziej odpowiedni dla czasu ożywienia gospodarczego. Drugim powodem są zaostrzone kryteria stosowane wobec samych osób nadzorujących spółki, których pensje systematycznie rosną. Rady nadzorcze wolą więc zwolnić mniej efektywnych szefów, zamiast narażać się na niezadowolenie akcjonariuszy.
Najbardziej spektakularną lutową dymisją było odejście szefowej komputerowego koncernu Hewlett-Packard Carly Fioriny. W marcu najgłośniejszą, jak dotychczas, dymisją była wymuszona rezygnacja szefa Boeinga Harry'ego Stoneciphera. Powód jego odejścia był jednak czysto obyczajowy: Stonecipher miał romans z jedną z przedstawicielek wyższego menedżmentu spółki. Bilans 15 miesięcy jego rządów był bowiem bardzo pozytywny. W ciągu tego czasu udało się przywrócić zaufanie do koncernu, a wartość rynkowa Boeinga wzrosła o 50%. Zupełnie inaczej było w przypadku C. Fioriny, której zarzucano m.in. niekorzystną dla HP fuzję z Compaqiem. Była szefowa koncernu jest teraz jednym z najpoważniejszych kandydatów na prezesa Banku Światowego.
(Nowy Jork)