Można zażartować, że manewrowość dużego funduszu inwestycyjnego jest ograniczona, podobnie jak manewrowość dużego statku - nie wystarczy komenda "prawo na burt", by ów wehikuł raczył w miejscu zawrócić, ustawiając się tak, jak chce tego sternik. Ustawić się tak, by lepiej przygotować się na zmianę pogody, a w przypadku funduszu - na spodziewane gwałtowniejsze kołysanie kursów lub pogorszenie koniunktury. Dowcip polega jednak na tym, że - w przeciwieństwie do zmieniającego kurs statku - fundusz może przy okazji nieźle "namieszać", usiłując wykonać szybko ostry zwrot. Piszę o tym po kolejnych podsumowaniach miesięcznych zmian wartości jednostek uczestnictwa, w których można było wyczuć zaskoczenie, że coś się w rankingowym układzie zmieniło. Comiesięczne rankingi funduszy inwestycyjnych to narzędzie niezbędne, by monitorować sposób zarządzania pieniędzmi. Ale monitorowanie nie jest tożsame z oceną efektywności. W każdym razie - nie powinno być. Podejście krótkoterminowe ignoruje bowiem ograniczenia, które blokują pole manewru menedżerów zwłaszcza większych funduszy.
Kiedy kursy akcji idą w górę przez dłuższy czas, w rankingach brylują fundusze, w których tych akcji jest najwięcej. Ale ceną za czołowe miejsca w szeregu zestawień jest większa ekspozycja na ryzyko związane z nagłym załamaniem koniunktury. Zresztą nawet wtedy, gdy gwałtowniejsza korekta lub wręcz zwrot trendu są już spodziewane, zmiana profilu portfela (bez dopływu świeżych pieniędzy, za które można by kupować obligacje) nie jest taka łatwa. Żeby ewentualnie sprzedać akcje wartości dziesiątek czy setek milionów złotych trzeba nieco czasu - zwłaszcza że na podobny pomysł w podobnym czasie wpadają zwykle także inni zarządzający sporej już grupy rozmaitych funduszy, o inwestorach indywidualnych nie wspominając. W praktyce więc w pełni skuteczny manewr może okazać się wręcz niewykonalny. Niezależnie jednak od deklarowanej przez fundusz strategii, przy ocenie wyników warto pamiętać o ograniczeniach transakcyjnych.
Oczywiście, można powiedzieć, że skoro tak to owo ryzyko transakcyjne powinno być uwzględnione znacznie wcześniej, a przebudowa portfela - tak jak manewr wielkiego statku - odpowiednio wcześnie rozpoczęta. Substytutem przebudowy portfela może być odpowiednio wczesna decyzja o wstrzymaniu się z zakupami akcji - przy założeniu jednak, że do funduszu napływają nowe pieniądze. Tu jednak ceną za wcześniejszą zmianę kursu jest koszt rezygnacji z udziału w ewentualnym dalszym wzroście kursów sprzedanych już akcji. Paradoksalnie, ostrożność taka również może stać się źródłem marketingowych kłopotów - krytycznej oceny gorszej od rynku stopy zwrotu w rankingu oraz pretensji klientów. Warto o tym pamiętać, rozważając przyczyny zmian w rankingach oraz porównując strategie stosowane przez fundusze. Wiara w to, że jakieś konkretne fundusze otwarte mogą być cały czas najlepsze, jest nieporozumieniem. Wyniki przyciągają nowych klientów, a coraz większym portfelem coraz trudniej jest manewrować. Prędzej czy później stają się one zakładnikami swojego portfela.
Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany.