Wchodząca od 1 kwietnia zmiana opłat giełdowych spowoduje spadek przychodów GPW o około 2,6 mln zł - informuje giełda. Jak tłumaczy, celem obniżek jest zmniejszenie obciążeń uczestników rynku. Prawdopodobnie jednak pieniądze pozostaną w biurach maklerskich. Klienci nie mogą liczyć na oszczędności. Część brokerów już zdecydowała, że nie zmieni prowizji. Inni analizują sytuację.
Wszystko w rękach brokerów
Duzi gracze, których głównie dotyczy obniżka, na rewizji cennika nie skorzystają. - Nie będziemy działać na niekorzyść klientów detalicznych. Musielibyśmy podwyższyć dla nich prowizje, a obniżyć dla dużych inwestorów. Ci ostatni mają negocjowane stawki, więc zmiana nie ma dla nich większego znaczenia - mówi Ryszard Sikora, dyrektor Departamentu Klientów Indywidualnych ING Securities. Podobnego zdania, jeśli chodzi o rynek kontraktów terminowych, jest Marcin Rupiński z DM BOŚ. - Obniżka opłat giełdowych od instrumentów pochodnych z 3 zł do 2,7 zł jest korzystna, ale dla brokerów. Przerzucenie tego na klientów nie ma większego sensu. Dobrze, że giełda zmniejsza opłaty, ale skala obniżek jest za mała. Na rynku terminowym nie będzie rewolucji. Co innego gdyby np. dało się zarabiać już na 1-punktowej zmianie notowań kontraktu. Wtedy mogłoby to rozruszać rynek - tłumaczy Marcin Rupiński z DM BOŚ. - Większość inwestorów gra na jednym kontrakcie. Zazwyczaj ich inwestycje trwają miesiąc. Potem przenoszą się na rynek kasowy. Nawet przy niższych opłatach trudno będzie odwrócić ten negatywny trend - dodaje.
Zmiany nie pomogą
Wprowadzając w kwietniu 2004 r. opłatę minimalną od zlecenia w wysokości 0,5 zł (od kwietnia tego roku wzrośnie do 0,6 zł), giełda jednocześnie obniżyła opłaty uzależnione od obrotu. W praktyce spowodowało to wzrost prowizji w przypadku małych transakcji i spadek - w przypadku dużych. Jak wyjaśnia GPW, zmiany mają na celu dostosowanie struktury prowizji do zagranicznych giełd. Opłaty w przypadku transakcji o niskiej wartości są na naszym rynku nadal mniejsze niż na innych rynkach. - Porównanie z giełdami zachodnimi nie jest obiektywne. Należy spojrzeć na siłę nabywczą tamtejszych społeczeństw - mówi Jarosław Augustynowicz ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.