Banałem będzie powtórne stwierdzenie, że to odwrót od rynków wschodzących doprowadził do spadków. Zaczęło się od wyraźnego wzmocnienia dolara względem euro, gdy inwestorzy zaczęli rano plotkować/spekulować o możliwym zaostrzeniu komunikatu Fed. Dlaczego akurat dzisiaj? A dlaczego nie w ostatni piątek, lub w środę? Pewnych wydarzeń na rynkach finansowych się nie tłumaczy. Skoro stopy w USA mają być wyższe w niedalekiej perspektywie, to zgodnie z ostatnim trendem i interpretacją musi przyczynić się to do odpływu kapitału z rynków wschodzących, gdy nie ma już na nich wyraźnej premii za ryzyko. Osłabienie dotknęło wszystkie waluty naszego regionu

Z początku rynek akcji dość niemrawo na to reagował. Wystarczy sobie przypomnieć zeszły tydzień, gdy kilka groszy osłabienia PLN wystarczyło do zainicjowania bardzo silnej przeceny indeksów. Tym razem dynamikę spadku i aktywność (niskie obroty 452 mln) wstrzymuje wyczekiwanie na wspomniane ogłoszenie decyzji i komunikatu Fed. Takiego osłabienia PLN (10 groszy) zignorować się jednak nie dało. Popołudniowe wybicie z konsolidacji doprowadziło do udanego ataku na zeszłotygodniowe dołki i ich przebicie dolało oliwy do ognia.

Co dalej? Ja za bardzo nad wczorajszym spadkiem nie rozpaczam, choć fakt faktem, że balansujemy już na zniesieniu 61,8-proc. trendu wzrostowego zapoczątkowanego na koniec stycznia. Należy jednak też uwzględnić, że po posiedzeniu Fed inwestorzy na GPW mogą zacząć spekulować, że ostatnie bardzo silne osłabienie złotego może powstrzymać RPP przed obniżką większą niż 25 pb (wbrew aktualnym oczekiwaniom). Kolejne 10 groszy na PLN wymusiłoby takie rozwiązanie. Wtedy powód do rozpoczęcia odreagowania na GPW byłby idealny. Na razie jednak jeszcze za wcześnie, by strach (słabnącej waluty) zmienił się w nadzieję.