W poniedziałek wszystko na świecie sprzyjało dolarowi. Pojawiły się głosy, że azjatyckie banki centralne nie powinny w szybkim tempie zmieniać struktury rezerw walutowych, kosztem zmniejszania udziału dolara. Zaczęły pojawiać się opinie, że Fed niedługo zrezygnuje z dotychczasowej retoryki o stopniowym zacieśnianiu polityki pieniężnej i wraz z narastającą presją inflacyjną zdecyduje się na bardziej radykalne kroki. Wreszcie złagodzono zasady Paktu Stabilizacji i Rozwoju, które miały być podstawą silnej pozycji euro. Wobec powyższych czynników wspólna waluta od rana traciła na wartości. Po południu była wyceniana na 1,315 USD, czyli ponad 1,5 centa niżej niż w piątek. Bilans czynników rzutujących na wartość dolara wskazuje, że ubiegłoroczny dołek jego notowań nie powinien być w tym roku przebity. Kolejne dni powinny przynieść dalszy ruch w stronę 1,28 USD za euro.

Notowania dolara wobec złotego stopniowo zmierzają do styczniowego szczytu przy 3,155 zł. Teraz zwolennikom złotego przyj-dzie bronić średniej kroczącej ze 100 sesji, poniżej której kurs znajduje się od końca maja 2004 r.