Biuro prokuratora generalnego Rosji wysłało listy do Samaranieftgazu i Tomsknieftu sugerujące, by zaskarżyły one Jukos odpowiednio o 125 mld rubli (4,5 mld USD) i 190 mld rubli. Przyczyną oskarżenia ma być zaniżanie cen ropy płaconych przez Jukos tym firmom wydobywczym w stosunku do ceny rynkowej obowiązującej w latach 2001-2003.
Te nowe roszczenia podnoszą łączną kwotę żądaną od Jukosu do 50 mld USD. W grudniu państwo przejęło i sprzedało spółce Rosnieft należące do Jukosu przedsiębiorstwo wydobywcze Jugańsknieftgaz, by pokryć w ten sposób część zaległych podatków obliczonych na 28 mld USD. Później Jugańsk wystąpił do sądu przeciwko Jukosowi o zwrot 11 mld USD za kupowanie ropy poniżej ceny rynkowej.
Szadrin wyjaśnia, że Tomsknieft i Samaranieftgaz, dwa ostatnie już przedsiębiorstwa wydobywcze należące do Jukosu, były w całości jego własnością i była to wspólna kasa. Oskarżenia prokuratury o zaniżanie cen są więc zupełnie bezpodstawne. Rzecznik prasowy Jukosu zwraca natomiast uwagę, że szefowie obu wymienionych spółek są oskarżeni o przestępstwa gospodarcze i listy prokuratury są dla nich ofertą współpracy przeciwko Jukosowi.
Rzeczywiście dyrektor generalny Tomsnieftu Siergiej Szimkiewicz oskarżony jest o wydobywanie większej ilości ropy naftowej niż zezwalała na to licencja dla tej spółki. Na szefie Samaranieftgazu Pawle Anisimowie ciąży nato-miast zarzut niezapłacenia 6 mld rubli podatków. Jak ten kolejny atak przeciwko Jukosowi skończy się, jeszcze nie wiadomo. Widoczne są już natomiast skutki tej afery dla rosyjskiej gospodarki.
W ub.r. wycofano z Rosji netto ponad 7 mld USD kapitału. Ta niekorzystna tendencja rzutuje przede wszystkim na inwestycje. Minister gospodarki Gierman Grief przyznał wczoraj w Moskwie, że spowolnienie wzrostu inwestycji będzie miało najbardziej negatywny wpływ na rosyjską gospodarkę w tym roku.