Reklama

Dołek w gospodarce

Kolejne kiepskie dane makroekonomiczne. Pogorszyło się nie tylko w przemyśle, ale również w handlu. Na dodatek bezrobocie nie spada. Koniec koniunktury w gospodarce?

Publikacja: 24.03.2005 06:59

Sprzedaż detaliczna w lutym była tylko o 2,4% większa niż przed rokiem - podał wczoraj GUS. Ekonomiści spodziewali się spowolnienia, ale nie sądzili, że będzie tak głębokie. W styczniu dynamika wyniosła 7,5%.

- Za kiepskimi danymi stoi przede wszystkim spadek sprzedaży nowych samochodów - twierdzi Agnieszka Decewicz, analityk z banku Pekao. W lutym, według danych GUS, sprzedano o prawie 17% mniej aut niż przed rokiem. Spadek mamy też w handlu prowadzonym bezpośrednio przez przedsiębiorstwa, np. w przyzakładowych punktach sprzedaży. Chodzi głównie o artykuły wyposażenia wnętrz, budowlane, środki produkcji.

Jest jeszcze jedna przyczyna spowolnienia w handlu. - W lutym 2004 r. mieliśmy bardzo silny wzrost. To był okres szału zakupów przed wejściem Polski do UE - przypomina A. Decewicz. Dynamika sprzedaży wyniosła wtedy 12,1%.

Na ten sam argument ekonomiści powołują się w ocenie innych danych makroekonomicznych, m.in. dotyczących produkcji przemysłowej. Przed tygodniem GUS poinformował o niespodziewanym spadku dynamiki rocznej do 2,1%. Kolejna sprawa to ciągle wysokie bezrobocie. W lutym obniżyło się zaledwie o 0,1 pkt proc., do 19,4%.

Jeśli do tego dodamy zaskakująco niską inflację, to obraz gospodarki po dwóch miesiącach tego roku nie wygląda różowo. Mamy problem z popytem. Dlatego ekonomiści spodziewają się dalszego spadku dynamiki PKB z 3,9% w IV kwartale 2004 r. Najniższa prognoza w zestawieniu Reutersa na I kwartał to 2,6%.

Reklama
Reklama

- Rzeczywiście, ostatnie dane makroekonomiczne są gorsze niż wszyscy myśleli. Wygląda na to, że w tym roku będziemy mieć pewnego rodzaju dołek w gospodarce - ocenia Urban Górski, ekonomista banku Millennium. Liczy jednak, że sytuacja poprawi się w 2006 r. - Mam nadzieję, że już drugi kwartał tego roku będzie lepszy - dodaje.

Jego zdaniem, o tym, że ekonomiści są zaskoczeni skalą spowolnienia koniunktury, świadczy rewizja prognoz wzrostu gospodarczego. W lipcu ub.r. analitycy ankietowani przez Reutersa spodziewali się wzrostu PKB w tym roku o 5,4%. Teraz średnia prognoza to 4,5%.

W tej sytuacji jedyną nadzieją dla gospodarki są odradzające się inwestycje. GUS podał, że w 2004 r. rozpoczęto o 37% więcej projektów niż rok wcześniej. Ich wartość nie jest jednak imponująca (26,8 mld zł, a więc tylko o 1,9% więcej niż w 2003 r.).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama