Sprzedaż detaliczna w lutym była tylko o 2,4% większa niż przed rokiem - podał wczoraj GUS. Ekonomiści spodziewali się spowolnienia, ale nie sądzili, że będzie tak głębokie. W styczniu dynamika wyniosła 7,5%.
- Za kiepskimi danymi stoi przede wszystkim spadek sprzedaży nowych samochodów - twierdzi Agnieszka Decewicz, analityk z banku Pekao. W lutym, według danych GUS, sprzedano o prawie 17% mniej aut niż przed rokiem. Spadek mamy też w handlu prowadzonym bezpośrednio przez przedsiębiorstwa, np. w przyzakładowych punktach sprzedaży. Chodzi głównie o artykuły wyposażenia wnętrz, budowlane, środki produkcji.
Jest jeszcze jedna przyczyna spowolnienia w handlu. - W lutym 2004 r. mieliśmy bardzo silny wzrost. To był okres szału zakupów przed wejściem Polski do UE - przypomina A. Decewicz. Dynamika sprzedaży wyniosła wtedy 12,1%.
Na ten sam argument ekonomiści powołują się w ocenie innych danych makroekonomicznych, m.in. dotyczących produkcji przemysłowej. Przed tygodniem GUS poinformował o niespodziewanym spadku dynamiki rocznej do 2,1%. Kolejna sprawa to ciągle wysokie bezrobocie. W lutym obniżyło się zaledwie o 0,1 pkt proc., do 19,4%.
Jeśli do tego dodamy zaskakująco niską inflację, to obraz gospodarki po dwóch miesiącach tego roku nie wygląda różowo. Mamy problem z popytem. Dlatego ekonomiści spodziewają się dalszego spadku dynamiki PKB z 3,9% w IV kwartale 2004 r. Najniższa prognoza w zestawieniu Reutersa na I kwartał to 2,6%.