Grupa amerykańskich inwestorów twierdzi, że Euronext nie powinien zgodzić się na do-puszczenie do obrotu we wrześniu 2001 r. akcji zależnej od UPC spółki telekomunikacyjnej Priority Telecom. Żądają od Euronext odszkodowania, ponieważ uważają, że oferta publiczna Priority naruszała wewnętrzne uregulowania giełdy.

Cała sprawa wygląda dość zawile. Inwestorzy są byłymi akcjonariuszami amerykańskiej firmy Cignal Global Communications, którą UPC przejęło w kwietniu 2000 r. Jako zapłatę dostali 16% akcji Priority (w jej skład weszły aktywa Cignal) z obietnicą, że do końca września 2001 r. spółka trafi na giełdę. Jeśli do oferty by nie doszło, inwestorzy mieli otrzymać 200 mln USD w gotówce lub równowartość w akcjach samego UPC.

Operator kablowy, który przed trzema laty borykał się ze sporymi długami i sam był wart mniej niż 200 mln USD, wprowadził Priority na Euronext w ostatniej chwili, trzy dni przed upływem uzgodnionego terminu - w dodatku w samym dołku bessy. Zdaniem amerykańskich akcjonariuszy, nie wypełnił jednak warunków umowy, bo nie przeprowadził wcześniej normalnej pierwotnej oferty publicznej (żeby spełnić warunek free-floatu UPC zaoferowało 15% akcji firmy prywatnym inwestorom już po rozpoczęciu notowań; wcześniej nikt nie był nimi zainteresowany). Do teraz Priority jest jedną z najmniej płynnych spółek z Euronextu i bywają dni, że jej papierami wcale się nie handluje. Natomiast jej kapitalizacja wynosi tylko kilkanaście milionów dolarów.

Według inwestorów Cignal, wśród winnych ich losu jest też giełda. - Priority nie miała prawa wejść na rynek publiczny, za co z naszego punktu widzenia jest odpowiedzialny Euronext - mówi Mark Land, założyciel Cignal i reprezentant poszko-dowanych, zapowiadając jednocześnie proces sądowy. Zdaniem Euronextu, oferta Priority była przeprowadzona zgodnie z przepisami.

"FT"