Reklama

Akcja: obligacja

W Stanach Zjednoczonych drobne podejrzenie o przeciek wystarcza, by doniesieniem zainteresowały się Komisja Papierów Wartościowych albo FBI. W Polsce takie sprawy nie wywołują większych emocji.

Publikacja: 25.03.2005 07:44

Dziewiątego kwietnia minie rok, odkąd John Youngdahl został skazany na prawie trzy lata więzienia za insider trading. Takie problemy miało już wielu, w tym postaci znane dużo bardziej od niego. Tyle że insider trading dotyczy zwykle rynku akcji. Najczęściej menedżerowie firmy albo ich znajomi handlują akcjami, wiedząc więcej niż pozostali inwestorzy. Tym razem nie chodziło o akcje, a o obligacje. I nie o biznesmena, lecz ekonomistę. I nie o pracownika byle jakiego banku, ale analityka pracującego od dwudziestu lat w Goldman Sachs - jednym z największych i najbardziej renomowanych banków inwestycyjnych w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Gdzie w obligacjach miejsce na insider trading?

Piękny życiorys

Youngdahl rozpoczął pracę w Goldman Sachs mając 24 lata, w 1984 roku. Od początku zajmował się analizą rynku amerykańskich obligacji skarbowych. Miał dużo czasu na to, by "wyrobić sobie nazwisko". Z powodzeniem mu się to udało. Świadczy o tym choćby fakt, że po komentarze dotyczące sytuacji na rynku regularnie dzwonili do niego dziennikarze z agencji prasowych czy prasy finansowej. Zresztą - już to, gdzie pracował Youngdahl, stanowiło gwarancję, że nie był to pierwszy lepszy analityk. Po czterdziestolatku, renomowanym ekonomiście, trudno było spodziewać się tego, co zaprowadziło go na ławę oskarżonych.

Na początku 2001 r. Youngdahl poznał Petera Davisa, który prowadził własną firmę konsultingową. Wcześniej pracował jako ekonomista dla komisji Kongresu USA. Jednocześnie jako wydawca broszury informacyjnej (newsletteru) miał możliwość uczestniczyć w dostępnych tylko dla dziennikarzy konferencjach prasowych - m.in. Departamentu Skarbu.

Na odbywających się co trzy miesiące spotkaniach z dziennikarzami przedstawiciele departamentu ogłaszali na przykład plany emisji papierów skarbowych na najbliższe miesiące.

Reklama
Reklama

Potrzeba kilku minut

Konferencja trwa zwykle kilkadziesiąt minut. Dziennikarze wiedzą coś, co - nawet jeśli pracują dla agencji informacyjnych - odbiorcy będą mogli przeczytać dopiero po kilku minutach. Albo - jak w przypadku konferencji, na które chodził Davis - o określonej godzinie. Przekazanie informacji któremuś z graczy rynkowych nawet kilkanaście minut wcześniej, dawało temu uczestnikowi rynku przewagę wartą duże pieniądze. Choć nie w każdej sytuacji.

Obecność Davisa na majowej i sierpniowej - cały czas jesteśmy w 2001 r. - konferencji Departamentu Skarbu nie dała wiele Youngdahlowi. Analityk wiedział co prawda kilkanaście minut wcześniej niż inni, jakie są plany emisji obligacji na następne miesiące. Nie było w nich jednak nic sensacyjnego. Inaczej niż na kolejnym spotkaniu z dziennikarzami - 31 października 2001 r.

Tego dnia Departament Skarbu zapowiedział, że nie będzie już emitował 30-letnich obligacji, co spowodowało, że cena takich papierów wzrosła w ciągu jednego dnia najwięcej od załamania na giełdzie w październiku 1987 roku. Konferencja, na której ogłoszono decyzję rządu, rozpoczęła się o dziewiątej rano, do dziesiątej obowiązywało embargo, co oznacza, że do tego czasu nie mogła ona wyjść w świat.

Ale wyszła. Kilkanaście minut przed zniesieniem embarga na publikację wiadomości Davis zadzwonił do Youngdahla i przekazał mu informację. Youngdahl dał sygnał ("na waszym miejscu nie byłbym krótki w obligacjach") traderom w banku, a ci zabrali się do zakupów. Dwójka specjalistów w kilka minut kupiła dla Goldman Sachs papiery i kontrakty futures o wartości ponad 300 milionów USD. Gdy w chwilę później informacja ujrzała światło dzienne, cena obligacji poszła w górę, a Goldman Sachs mógł zapisać sobie prawie 4 miliony USD zysku.

Zachowanie traderów banku wzbudziło podejrzenia amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC), która już w listopadzie 2001 roku rozpoczęła śledztwo w tej sprawie. Dochodzenie trwało blisko dwa lata. Skończyło się tym, że SEC nakazała Goldman Sachs zwrócić nienależne zyski i nałożyła na firmę 5 milionów USD kary. Nie są to duże pieniądze, jednak sama konieczność ich zapłacenia nie przysłużyła się reputacji Goldman Sachs. Dla Youngdahla sprawa miała dużo głębszy wymiar. Stracił pracę w banku, a sąd skazał go na 33 miesiące więzienia. Zapowiadano, że czeka go jeszcze sprawa cywilna z powództwa SEC.

Reklama
Reklama

Rzadkie przypadki

Sytuacje podobne do tej, jaka była udziałem ekonomisty Goldman Sachs, są na rynku długu i analizy makroekonomicznej niezwykle rzadkie. Poprzedni przypadek miał miejsce 15 lat wcześniej. Nawet jeśli za podobną sprawę uznać próbę wpływania przez tradera Salomon Brothers (dziś część Citigroup) na wyniki aukcji amerykańskich obligacji skarbowych za pomocą składania fałszywych ofert - to i tak miała ona miejsce dziesięć lat "przed Youngdahlem".

Takie skandale są tak rzadkie głównie ze względu na niewielką liczbę osób mających dostęp do informacji. Na giełdzie mamy do czynienia w każdym przypadku przynajmniej z zarządem spółki, jego najbliższym otoczeniem - a to zawsze przynajmniej kilkanaście osób. Przy tym wiele z tych osób to nie tylko pracownicy firmy, ale również jej współwłaściciele. Na rynku długu "właścicieli" jest niewielu. Niemal wszyscy są tylko pracownikami. Pracują albo dla państwa, które sprzedaje swój dług, albo dla instytucji finansowych, które nim obracają. I grono zainteresowanych jest znacznie mniejsze niż w przypadku rynku akcji.

Nie zmienia to faktu, że problem dostępu do danych pojawia się na amerykańskim rynku co pewien czas. I przedstawiciele instytucji tylko podejrzewanych o przeciek muszą się z tych podejrzeń gęsto tłumaczyć. Tak jak w kwietniu ub.r., gdy o dopuszczenie do przecieku oskarżano Departament Pracy. Chodziło o dane na temat zatrudnienia. Inwestorzy mieli pretensje, że jedna z agencji opublikowała dane dwie minuty przed terminem w serwisie portalu internetowego Yahoo! Okazało się, że winny był zegar, dokumentujący czas publikacji wiadomości. Niemniej jednak nawet w takim wypadku SEC sprawdzała, czy nie doszło do złamania zasad równego dostępu do informacji.

Albo jak kilka tygodni wcześniej w sprawie indeksu optymizmu konsumentów Uniwersytetu Michigan, który jest pilnie obserwowany przez inwestorów. W tym wypadku w sprawę zaangażowało się Federalne Biuro Śledcze - FBI. Chodziło o to, czy jeden z serwisów nie opublikował danych zanim jeszcze ktokolwiek z zewnątrz uzyskał do nich dostęp.

Tylko plotki

Reklama
Reklama

Jak jest w Polsce? Najgłośniejsza sprawa miała miejsce w 2000 r. Wówczas mówiono o przecieku informacji z Rady Polityki Pieniężnej - przeciek miał dotyczyć wysokości stóp procentowych. Członkowie rady zainteresowali sprawą prokuraturę. Skończyło się jednak niczym.

W lipcu 2003 r. pojawiła się informacja, że kilka banków zarobiło na wyprzedaży obligacji dzięki temu, że ich ekonomiści mieli okazję porozmawiać z wicepremierem Jerzym Hausnerem i ministrem finansów Andrzejem Raczko. Spotkanie było ekskluzywne - uczestniczyło w nim tylko kilka osób. I tylko one miały dostęp do informacji. Sprawa nie miała dalszego ciągu. Można jednak powiedzieć, że skończyła się dobrze - więcej takich spotkań nie było. Co nie znaczy, że np. minister finansów nie spotyka się z analitykami. Na spotkania są zapraszani wszyscy analitycy z krajowych banków, co ma "wyrównywać" dostęp do informacji.

W ubiegłym miesiącu pojawiła się plotka, że jeden lub dwa banki znały wcześniej dane o zaskakująco niskiej inflacji w styczniu. PARKIET opisał sprawę. Ma ona ciąg dalszy o tyle, że GUS poinformował nas kilkanaście dni temu o prowadzeniu wewnętrznych wyjaśnień.

Mniej lub bardziej wiarygodne plotki o tym, że ktoś miał dostęp do informacji makroekonomicznych - istotnych z punktu widzenia handlu długu - przed innymi uczestnikami rynku, pojawiają się co pewien czas. I trudno się temu dziwić. Postępowanie nawet najważniejszych decydentów jest nierzadko dalekie od tego, o czym mówią wyśrubowane amerykańskie standardy. Czy nie było dziwne podawanie z trybuny sejmowej przez ówczesnego ministra finansów Grzegorza Kołodko danych o produkcji przemysłowej na kilkadziesiąt minut przed oficjalną publikacją GUS? Czy nie można tego samego powiedzieć o wicepremierze Hausnerze, który regularnie podaje "prognozy" stopy bezrobocia?

W tekście wykorzystano informacje pochodzące z artykułu Edwarda Robinsona "A Goldman Sachs Mystery" opublikowanego w magazynie "Bloomberg Markets".

Reklama
Reklama

Z porządnej rodziny

Ojciec Johna Youngdahla (na fot.), Richard, również był analitykiem zajmującym się rynkiem obligacji. Od 1949 r. pracował w firmie Audrey Lanston. Dwadzieścia lat później stał się jej prezesem.

W latach 70. został członkiem Treasury Borrowing Advisory Committee - ciała doradczego przy Departamencie Skarbu. Współpracownicy nie dowiadywali się jednak od niego niczego, co miało związek z posiedzeniami komitetu. Richard Youngdahl był uczestnikiem konferencji poświęconych planom emisji długu. Tych samych, które stały się przyczyną upadku jego syna. Opiniami na ten temat dzielił się jednak w swojej firmie dopiero po powrocie z konferencji. Pociągiem z Waszyngtonu do Nowego Jorku.

Stryjeczny dziadek Johna Youngdahla był republikańskim gubernatorem Minnesoty, który wsławił się likwidacją zorganizowanej przestępczości w swoim stanie i eliminacją hazardu.

Choroba rynków

Reklama
Reklama

Insider trading został uznany za "chorobę" w latach 80. - w "dekadzie chciwości" (kto o tym nie wie, powinien obejrzeć w Święta "Wall Street" Olivera Stone?a z Michaelem Douglasem i Charliem Sheenem). Klasyczny przypadek to historia Dennisa Levine?a z banku Drexel Burnham Lambert. Zorganizował on siatkę ludzi z banków inwestycyjnych, którzy wymieniali się informacjami o firmach. Dlaczego wpadł? Levine założył rachunek inwestycyjny w banku na Bahamach dokonującym transakcji na jego rzecz za pośrednictwem - między innymi - Merrill Lyncha. Jeden z maklerów zauważył, że zakupy Levine?a przynoszą duże zyski i otworzył własny rachunek, naśladując zachowania klienta. Wyniki jego osobistych inwestycji zwróciły jednak uwagę szefów. Po wewnętrznym dochodzeniu Merrill Lynch przekazał informacje SEC. Komisja dotarła do Levine?a, a jego śladem i do innych znanych postaci z Wall Street.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama