W związku ze zbliżającymi się świętami cała Europa zafundowała sobie miły prezent. Jest nim wstępna ugoda ministrów finansów krajów Unii w sprawie interpretacji Paktu Stabilności i Wzrostu, czyli reguł fiskalnych obowiązujących członków strefy euro.
Dotąd było tak. Dawno, dawno temu zebrali się w Maastricht przywódcy krajów Unii i ustalili, że w celu utrzymania stabilności i siły waluty wskazane jest, aby deficyt budżetowy krajów strefy euro nie przekraczał 3% PKB. Liczba niby tak samo dobra jak inne (można było równie dobrze wybrać 1 albo 2%), ale jednak ważna. Wyznaczała ona bowiem jasny cel, któremu musiała być posłuszna polityka budżetowa krajów Unii. Kilka lat później, aby całą rzecz potraktować jeszcze bardziej serio - i przekonać o tym rynki finansowe - zdecydowano się zawrzeć Pakt Stabilności i Wzrostu, sformułowany jeszcze ostrzej i grożący karami finansowymi krajom, które przekroczą magiczną granicę 3%. Najostrzej sprawę stawiały wówczas Niemcy, a niemiecki minister finansów żądał wręcz, aby kara naliczana była automatycznie, bez możliwości jej odroczenia lub uchylenia (wtedy było jasne, że kara taka grozić będzie jakiejś Hiszpanii czy Włochom, a na pewno nie Niemcom lub Francji).
Potem jednak wszystko się popsuło. Tkwiące kolejny rok w recesji Niemcy okazały się stałym kandydatem do płacenia mandatu, a w ślad za nimi podążyła Francja. Rząd Grecji okazał się oszustem, świadomie fałszującym dane, aby uniknąć problemów. Dziewięciu na dwunastu członków strefy euro przekroczyło dozwolony poziom deficytu. Co robić?!
Co? Wyciągnąć z kapelusza ślicznego, świątecznego zajączka. Skoro wszyscy mają problemy, to nikomu nie zależy na ostrej dyscyplinie. Czemu więc nie pozwolić każdemu krajowi samemu decydować, jakie to ważne powody zmusiły go do zwiększenia deficytu? Niech Niemcy odliczą sobie od tego koszty transferów do wschodnich landów (czy kilka lat temu nie wiedzieli, że będą ponosić te koszty?). Niech Francja odliczy sobie wydatki na badania naukowe (ciekawe, czy z tego powodu deficyt jest "lepszy"?). Niech inne kraje wysilą pomysłowość i znajdą swoje własne powody do odliczenia.
Nie jest to ani dobry znak dla rynków finansowych, ani dobry przykład dla nowych krajów członkowskich, ani dobre rozwiązanie dla gospodarek strefy euro. Ale cóż, święta! n