Od połowy zeszłego tygodnia ceny ropy naftowej zmieniły się nieznacznie, gdyż zabrakło dostatecznie mocnych czynników, które ukształtowałyby wyraźniejszą tendencję na rynku.
Po spadku z rekordowego poziomu przeciwko ponownej zwyżce notowań przemawia zaostrzona polityka pieniężna USA, która może spowolnić tempo wzrostu gospodarczego w skali światowej. Perspektywa mniejszej aktywności ekonomicznej oznacza bowiem spadek zapotrzebowania na paliwa płynne, a tymczasem podaż ropy przewyższa światowy popyt o 2 mln baryłek dziennie. Przedstawiając taką ocenę, były przewodniczący OPEC Purnomo Yusgiantoro stwierdził, że nawet gdyby zapotrzebowanie na paliwa wzrosło, organizacja ta może podnieść limity wydobycia.
Zwyżce notowań zapobiegły też rosnące rezerwy ropy naftowej w USA, chociaż pewien niepokój budzi tam spadek zapasów benzyny. Powoduje go duży popyt i zmniejszające produkcję przeglądy techniczne w rafineriach. Wzrost cen benzyny w USA do rekordowo wysokiego poziomu wywołała w zeszłym tygodniu eksplozja w zakładach rafineryjnych BP w Teksasie. Na krótko zdrożała też z tego powodu ropa. Ponadto przejściowej zwyżce jej notowań sprzyjał w bieżącym tygodniu wzrost cen gazu ziemnego, który zwiększył atrakcyjność innych źródeł energii.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w maju kosztował wczoraj po południu 52,91 USD za baryłkę, w porównaniu z 53,03 USD w końcu sesji wtorkowej i 53,04 USD w poprzednią środę.