Sąd Rejonowy w Sochaczewie w lutym miał podać termin pierwszej rozprawy w sprawie wyłudzenia pieniędzy przez byłych menedżerów Boryszewa (z tytułu zatrudniania osób niepełnosprawnych). Tak jednak się nie stało. Jak tłumaczył rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Płocku Joanna Kasicka, opóźnienia są spowodowane ogromną liczbą świadków, jakich będzie musiał przesłuchać sąd w Sochaczewie. Jest ich ponad sześciuset, a większość to osoby niepełnosprawne. Jednak jak się dowiedzieliśmy, powód jest nieco inny. - Jesteśmy na końcu w kraju pod względem zakończonych spraw. Są inne pilniejsze, które najpierw musimy zamknąć. Trzeba poprawić statystyki - tłumaczy Jacek Woźnica, wiceprezes Sądu Rejonowego w Sochaczewie. - Niestety, ale cierpimy też na braki kadrowe. Sędzia, która prowadzi sprawę Boryszewa, jest na urlopie macierzyńskim. Nie ma jej kto zastąpić. Wraca w maju - dodaje.

Zapewnia, że oskarżonym się nie upiecze. Biorąc pod uwagę datę oszustwa przedawnienie nastąpi około 2015 roku. - Zdążymy. Przyśpieszymy postępowanie jak tylko się da. Oczywiste jest, że nie zostanie załatwione w jednym terminie, bo to największa tego typu sprawa w naszym sądzie - mówi J. Woźnica.

Płocka prokuratura oskarża (zarzuty postawiła w połowie ubiegłego roku) byłych menedżerów Boryszewa - Małgorzatę Ż.-P. i Kazimierza O. - o oszustwo. Postawiła im zarzut wprowadzenia w błąd pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych, dzięki czemu Boryszew uzyskał status zakładu pracy chronionej (zrezygnował z tego w styczniu - przyp. red.). Do nadużyć miało dojść w okresie od września 1999 r. do lutego 2000 r. Dzięki poczynaniom menedżerów Boryszew, jako zakład pracy chronionej, dostał dofinansowanie, około 17 mln zł, m.in. z tytułu zatrudniania niepełnosprawnych.