Indeks szerokiego rynku S&P500 wyhamował spadki na poziomie podwójnego wsparcia, jakie tworzy dołek z 24 stycznia br. (1164 pkt) oraz siedmiomiesięczna linia hossy (około 1170 pkt). Kreśląc w środę długą białą świecę, oficjalnie rozpoczął korektę.

Gdyby skorzystać ze zniesień Fibonacciego, to zasięg tego odbicia można określić na 1190 pkt (38,2%). O tym, czy poziom ten będzie osiągnięty - może nawet przekroczony - czy też S&P500 szybko wróci do trendu spadkowego, zdecydują dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy (godz. 15.30). W szczególności mocno obserwowana zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Prognozy mówią, iż w marcu wzrosło ono o 220-225 tys., po wzroście o 262 tys. w lutym. Oczekiwania są dość wygórowane. Teoretycznie więc łatwiej będzie o rozczarowanie niż o niespodziankę.

Jednak to nie koniec kłopotów byków. Wcale bowiem nie jest powiedziane, że lepsze dane wywołają wzrost indeksów. Nie można bowiem wykluczać, że rynek wyjdzie z założenia, iż wzrost zatrudnienia to wzrost presji inflacyjnej, co może zmusić Fed do bardziej zdecydowanego zaostrzenia polityki monetarnej. Takie oczekiwania musiałyby przecenić akcje, tym samym kończąc rozpoczętą w środę korektę, a w efekcie dać silny sygnał sprzedaży w postaci przełamania 1164 pkt.

W dużo lepszej sytuacji znajdują się japońskie byki. Indeks Nikkei co prawda nie oparł się światowej dekoniunkturze i przez ostatnie cztery tygodnie również spadał, ale była to zniżka dość wyważona. Właściwie to nawet nie zniżka, tylko osuwanie. Byki powstrzymały podaż już na pierwszym silniejszym wsparciu, jakie na 11534 pkt tworzył szczyt z 11 stycznia br. Tym samym nienaruszona pozostaje, znajdująca się 200 punktów niżej, prawie dwuletnia linia hossy. Tworzy to sprzyjającą wzrostowi atmosferę, nawet pomimo wstępnych sygnałów sprzedaży na niektórych wskaźnikach dziennych. Dlatego też szanse na test marcowego szczytu należy oceniać wyżej niż na przełamanie linii trendu wzrostowego.

Powyższą opinię potwierdza wykres tygodniowy, gdzie wciąż brak jest zdecydowanych sygnałów sprzedaży, a ostatnie spadki noszą znamiona korekty.