Receptą na coraz trudniejszą kondycję finansową Rovera - obecnie jedynej niezależnej brytyjskiej firmy produkującej samochody - ma być inwestycja chińskiej spółki Shanghai Automotive Industry Corporation, powoli wyrastającej na jednego z głównych rozgrywających w globalnej branży motoryzacyjnej. Chińczycy mają w Rovera wpompować miliard funtów na rozwój nowych modeli pojazdów, w zamian uzyskując dostęp do technologicznych sekretów brytyjskiej korporacji. Ewentualną umowę negocjują obecnie za Wielkim Murem przedstawiciele brytyjskich władz, jednak według "Financial Times" na razie rozmowy nie przyniosły efektów.
Rząd Tony'ego Blaira obiecał w weekend firmie awaryjną pożyczkę pomostową (mówi się o 100 mln funtów), dzięki której ma ona przetrwać do momentu podpisania porozumienia z Chińczykami. Zdaniem dziennika "The Independent", te pieniądze są niezbędne, bo inaczej już w najbliższy piątek Rover może stanąć w obliczu braku gotówki i będzie musiał nająć syndyka masy upadłościowej. "Financial Times" twierdzi, że Roverowi zabraknie pieniędzy w ciągu miesiąca.
Przedstawiciele firmy trzymają jednak fason i wczoraj zaprzeczyli doniesieniom o rychłym bankructwie. - Negocjacje w Szanghaju są bardzo ważne i będziemy czekać na ich wynik - powiedział rzecznik Rovera, cytowany przez BBC. Zaprzeczył też rewelacjom niedzielnego "Observera", który napisał, że firma ma ponad 400 mln funtów zobowiązań z tytułu programu emerytalnego dla pracowników.
Zdaniem "Observera", to właśnie zobowiązania emerytalne Rovera stały się główną przeszkodą, dla której SAIC nie chce podpisać gotowej już od tygodni umowy współpracy. Chińczycy obawiają się bowiem, że wiążąc się z Roverem, w momencie bankructwa brytyjskiego koncernu na nich spadnie odpowiedzialność za niezapłacone składki.
Upadek Rovera oznaczałby utratę pracy dla sześciu tysięcy pracowników zatrudnionych w fabryce firmy w Birmingham, a także problemy dla dziesiątków okolicznych poddostawców.