Poniedziałkowa sesja przebiegła pod znakiem niewielkich obrotów. n Rynek zaś stopniowo podnosi się po nieudanej ubiegłotygodniowej próbie przebicia poziomu 2000 punktów. Nastroje wydaje się być wyjątkowo kiepskie: wielu uczestników spodziewa się bardzo silnego oporu w granicach 2000-2020 punktów, a ujemna baza na kontaktach terminowych sięga 20 punktów. Sytuacja na rynkach zagranicznych nie jest może za bardzo optymistyczna, ale - choćby po giełdach regionu - widać, że domniemany odpływ kapitału z rynków rozwijających się w kierunku amerykańskiej "macierzy" ma na razie wymiar jedynie symboliczny. Póki co spodziewam się więc sforsowania poziomu 2000 punktów i ataku na szczyty z przełomu lutego i marca.
Już po pierwszych wstępnych wynikach pierwszego kwartału br. opublikowanych przez Kęty widać, że spółkom z sektora produkcyjnego trudno będzie nawiązać do doskonałych wyników pierwszego półrocza roku ubiegłego. 20-procentowa aprecjacja złotego w tym okresie nie może pozostać bez wpływu na wyniki finansowe. Oczywiście, można dopatrzyć się pozytywów takiej sytuacji, choćby ciągłej presji na efektywność kosztową w przedsiębiorstwach, jednak na krótką metę wynikami wielu spółek inwestorzy nie będą z pewnością ukontentowani.
Relacje popytu i podaży nie wyglądają w chwili obecnej zbyt zachęcająco (wysokie zaangażowanie OFE, odpływy w TFI, duże zaangażowanie niestabilnych funduszy hedgingowych i na dokładkę kilka większych ofert publicznych jeszcze w tym roku), ale po pierwsze sytuacja zapewne odwróciłaby się, gdyby za kilka miesięcy ceny były choćby o 10-15% niższe niż obecnie, a po drugie niskie stopy procentowe wcześniej czy później przyciągną na giełdę kolejne porcje kapitału inwestowanego jak na razie bardziej konserwatywnie.
Zwróć uwagę:
Pekao - bank zdaje się odzyskiwać utracone pole na rynku kredytów, więc wyniki całego roku zapowiadają się nieźle.