Podnoszą się głosy, że złote weto zmieni warunki umów prywatyzacyjnych, ale w większości ma dotyczyć spółek, które jeszcze nie zostały sprywatyzowane. Czy nie tworzy to jasnych reguł gry dla przyszłych inwestorów?
Projekt ustawy w znanej mi wersji wcale nie ogranicza złotego weta do imiennie wymienionych spółek Skarbu Państwa, ale obejmuje również spółki już częściowo sprywatyzowane lub już założone z udziałem (również pośrednim) Skarbu Państwa, na przykład spółki mające infrastrukturę telekomunikacyjną obejmującą 50% terytorium RP. Wprowadzenie takiej ustawy zmieniałoby ex post, i to jednostronnie, warunki umowy czy to prywatyzacyjnej, czy umowy spółki. Wystarczy też, że w danej spółce Skarb Państwa pośrednio lub bezpośrednio nabędzie jedną akcję, aby do czasu utrzymania tej akcji w rękach państwa spółka pozostała objęta działaniem ustawy. Twierdzenie o wprowadzeniu jasnych reguł inwestowania i równości stron w spółkach nie może być zatem przekonujące.
Do tej pory przeważnie Komisja Europejska nie zgadzała się na wprowadzanie podobnych ustaw, jednak polskie ministerstwo twierdzi, że w naszym przypadku będzie inaczej, bo ustawa jest dobrze przygotowana. Jest?
Powoływanie się na odosobnione stanowisko sądu dotyczące dwóch spółek belgijskich nie daje wcale podstaw do pewności, że Komisja Europejska nie będzie miała zastrzeżeń do ustawy, która wprowadza niedookreślony krąg podmiotów (w którym imiennie wymienionych jest 14 spółek), w stosunku do których zasada równości praw akcjonariuszy, tak ważna dla acquis communautaire, będzie zachwiana.
Jeśli nie złote weto, to co? Jak chronić "interesy Rzeczpospolitej"?