Reklama

"Purcell musi odejść"

Na Wall Street zawrzało. Grupa byłych dyrektorów banku inwestycyjnego Morgan Stanley chce natychmiastowego ustąpienia prezesa Philipa Purcella. Spośród siebie wyznaczyli już następcę i zdobywają coraz większe poparcie akcjonariuszy.

Publikacja: 09.04.2005 08:01

Philip Purcell już od dłuższego czasu jest poddawany ostrej krytyce. Inwestorzy mają mu za złe, że pod jego wodzą Morgan Stanley uzyskuje wyniki słabsze w porównaniu z konkurencją, a kurs akcji tego drugiego co do wielkości banku inwestycyjnego na świecie zamiast iść w górę, sukcesywnie spada.

Roszady na szczycie

Sytuacja wokół banku szczególnie mocno zaogniła się w ostatnich dniach. Zaczęło się od mianowania przez Purcella w zeszły poniedziałek dwóch stosunkowo niskich rangą menedżerów na prezydentów spółki, czyli stanowiska w hierarchii tuż po prezesie. Taki ruch nie spodobał się ani Stephanowi Newhousowi, dotychczasowemu prezydentowi, który natychmiast złożył wymówienie, ani dwóm innym wysoko postawionym menedżerom - szefom jednostek obsługujących instytucje - którzy uczynili to samo.

Zmiany personalne wywołały burzę wśród grupy byłych dyrektorów firmy, a teraz jej znaczących akcjonariuszy. "Mając na uwadze pasmo korporacyjnych pomyłek, za które w największej mierze odpowiada dyrektor generalny, jesteśmy przekonani, że kłopoty Morgana Stanleya nie mogą być rozwiązane bez jego usunięcia" - w imieniu swoim i siedmiu kolegów oświadczył Scott Siprelle, w przeszłości dyrektor zarządzający w nowojorskiej firmie. "Phil Purcell musi odejść" - dodał.

Przekonywanie akcjonariuszy

Reklama
Reklama

Grupie dyrektorów, którzy za akcjonariuszami wstawili się już w liście do Purcella z początku marca, na razie udało się wymóc na prezesie długo oczekiwaną decyzję, dotyczącą pozbycia się oddziału kart kredytowych Discover. Jest on spuścizną po przejęciu spółki brokerskiej Dean Witter w 1997 r. (właśnie z Dean Witter Purcell trafił na najwyższe stanowisko w Morganie Stanleyu) i wielu inwestorów od początku twierdziło, że nie pasuje do strategii firmy.

Prowadzona w mediach kampania przeciw Purcellowi sprawiła też, że za byłymi dyrektorami staje coraz większa grupa akcjonariuszy banku. Na środowym spotkaniu Robert Scott, pełniący niegdyś funkcję prezydenta w Morganie Stanleyu (byli dyrektorzy wyznaczyli go spośród siebie na ewentualnego następcę Purcella) przekonywał udziałowców, że może zwiększyć wartość rynkową firmy o 30 mld USD, czyli niemal o połowę.

Rada zdecyduje

Według Scotta, "stary" Morgan Stanley (czyli aktywa sprzed przejęcia Deana Wittera) jest teraz wart około 45 mld USD, podczas gdy reszta (czyli Discover i działające wcześniej pod szyldem Dean Witter oddziały maklerskie i zarządzania aktywami) jest warta drugie tyle. Obecna kapitalizacja Morgana Stanleya opiewa tymczasem tylko na 62 mld USD i przez minione pięć lat spadła o 15%. Zdaniem byłych menedżerów, Morgan Stanley powinien przejść terapię odchudzającą i skupić się na działaniach, które są tradycyjnie przypisane bankowi inwestycyjnemu. Dyrektorzy chcą też przywrócić do firmy osoby, które przez Purcella z niej odeszły (m.in. Newhousa) i rozdzielić stanowisko dyrektora generalnego od szefa rady nadzorczej (teraz obie funkcje pełni Purcell).

Los Purcella zależy w tej chwili przede wszystkim od tego, czy dyrektorom uda się przekonać akcjonariuszy, by zmusili swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej banku do jego odwołania. Kampania przeciw prezesowi przeniosła się z Nowego Jorku do Bostonu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama