Przypadek Glimaru nie jest odosobniony. Wśród firm, które całkiem niedawno otrzymały potężny zastrzyk publicznych pieniędzy, jest zresztą znacznie więcej bankrutów. Całkiem niedawno sąd ogłosił upadłość Zakładów Mięsnych w Grudziądzu. Spółka w styczniu 2003 roku została zasilona przez MSP kwotą 7,61 mln zł. W chwili gdy firma plajtowała, jej wierzytelności przekraczały 6 mln zł.
Bankrutem jest dziś również Tonsil. Ten wielkopolski producent głośników został zasilony przez Skarb Państwa w lutym ub.r. 6 mln zł.
Plajta nie jest obca również firmom z grupy Ursus, które dokapitalizowano z naszych wspólnych pieniędzy w sierpniu i w październiku 2002 roku. Spółki: Eko-Diesel, Karoseria, Odlewnie Ursus oraz Zakład Zespołów Napędowych otrzymały wówczas w sumie ponad 27,6 mln zł. "Pomoc publiczna pozwoli odzyskać płynność finansową oraz uruchomić zaprzestaną produkcję ciągników marki Ursus" - uzasadniał wtedy decyzję resort skarbu. Był w błędzie. Mimo zastrzyku publicznych pieniędzy, sytuacja wszystkich dokapitalizowanych spółek szybko się pogarszała. W związku ze stratami, jakie wykazano już po uzyskaniu pomocy Skarbu Państwa, wymieniono zarządy w trzech z czterech firm: ZZN, Eko-Dieslu i w Odlewni. I ten dramatyczny ruch niewiele przyniósł - dwa ostatnie przedsiębiorstwa postawiono w stan upadłości.
Z danych Departamentu Restrukturyzacji i Pomocy Publicznej MSP wynika jasno, że obie te firmy przeznaczyły otrzymane pieniądze na inne cele, niż zapisane w umowie o udzieleniu pomocy. Eko-Diesel na reorganizację produkcji wydał tylko 110 tys. zł, choć zadeklarował - 840 tys. zł. "Zaoszczędzone" w ten sposób kwoty przeznaczał na działalność bieżącą, czyli po prostu "przejadał". Podobnie było w przypadku Odlewni Ursus, gdzie na bieżącą działalność wydano ponad połowę pieniędzy przekazanych na restrukturyzację produkcji. Na dodatek okazało się, że spółka sprzedawała swoje produkty... poniżej kosztów materiałów i energii.
Prawie trzy lata temu upadłość ogłosiła również Stocznia Szczecińska Porta Holding. Było to niedługo po tym, jak zakład otrzymał w ramach pomocy publicznej 8,5 mln zł na wynagrodzenia dla pracowników. Czy MSP może jeszcze odzyskać pożyczone wówczas na preferencyjnych warunkach pieniądze?
- Zgłosiliśmy wniosek do syndyka masy upadłościowej stoczni - mówią ministerialni urzędnicy. Można jednak przypuszczać, że także pieniądze przekazane kiedyś szczecińskiej spółce wpadły w dziurę bez dna.
Pomoc publiczna ma się zmienić
Rząd przeanalizował pod koniec marca zakres i sposoby udzielania pomocy publicznej w ostatnich latach. Ministrowie uznali, że brakowało nie tylko kompleksowego podejścia do zagadnień wsparcia, ale przede wszystkim oceny skuteczności i efektywności udzielanej pomocy.
Skierowano ją sektorowo, adresując głównie do górnictwa i hutnictwa. Np. w 2003 roku na potrzeby tych dwóch branż przeznaczono aż 97,7% łącznej pomocy sektorowej. Zbyt małe sumy przeznaczano natomiast na pomoc regionalną i działania np. w dziedzinie zatrudnienia, ochrony środowiska, badań i rozwoju czy wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw.
Teraz ma się to zmienić, m.in. w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Rząd przyjął, że pomoc ma być teraz adresowana głównie do mniejszych firm, modernizujących i unowocześniających działalność, wdrażających nowe technologie i sposoby zarządzania. Celem wsparcia będzie wzmacnianie konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, sprzyjanie ich rozwojowi i zwiększaniu zatrudnienia.
Polityka udzielania pomocy publicznej w Polsce ma być skorelowana ze standardami i tendencjami w Unii Europejskiej.
Rząd oszacował, że na pomoc publiczną w latach 2005-2010 zostanie przeznaczone 15,6 mld euro.