Krajowi ubezpieczyciele zawsze łakomym okiem patrzyli na segment ubezpieczeń dla przedsiębiorstw. Trudno się dziwić, bo firmy choć kupują 10 razy mniej polis niż klienci indywidualni, zapewniają jedną trzecią przychodów ze składek. W ub.r. padł kolejny rekord - ubezpieczyciele pozyskali od nich 5,01 mld zł, o 777,3 mln zł więcej niż rok wcześniej.
Skokowy wzrost cen?
Jest jedno ale. Z danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych wynika, że skokowemu (18,4%) wzrostowi przychodów ze składek nie towarzyszył przyrost liczby czynnych polis. Co ciekawe. Ich liczba nawet nieznacznie spadła (1,3%). Czyżby więc ceny polis dla przedsiębiorstw tak znacznie wzrosły? Rzeczywiście. Z danych nadzoru wynika bowiem, że w ub.r. polisa firmowa kosztowała średnio 1130 zł, podczas gdy rok wcześniej było to ok. 940 zł, a więc około 20% mniej. W niektórych grupach ubezpieczeń, np. przedmiotów w transporcie (cargo), casco pojazdów szynowych czy lotniczym koszty ochrony skoczyły w ub.r. dwu-, trzykrotnie. Także w najbardziej popularnych ubezpieczeniach komunikacyjnych AC i OC ceny wzrosły średnio o jedną czwartą. Choć trzeba przyznać, że były również ubezpieczenia, za które przedsiębiorstwa płaciły statystycznie mniej, np. typowe majątkowe (od szkód spowodowanych żywiołami) - 28,1% czy kradzieżowe - 1%.
To nie podwyżki
Co ciekawe, wzrostu cen nie zaobserwowali brokerzy, którzy z reguły pośredniczą w ubezpieczaniu przedsiębiorstw. - Podwyżki? Na pewno nie tej skali. Wręcz przeciwnie, w ub.r. można było zaobserwować narastającą konkurencję pomiędzy ubezpieczycielami, co przejawiało się również obniżkami stawek. Sądzę, że wzrost średniej składki na polisę to efekt tego, że w wyniku poprawy sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa zwiększyły raczej wydatki na ubezpieczenia. Kupują po prostu polisy o szerszym zakresie ochrony, które są relatywnie droższe - usłyszeliśmy w polskim oddziale Aon, jednego z największych brokerów na świecie.