Po chwilowym osłabieniu zaraz po otwarciu rynek kasowy z animuszem zaczął odzyskiwać stracony dystans, a WIG20 w szybkim tempie dotarł do magicznej granicy 2000 pkt. Tutaj entuzjazm się wyczerpał i indeksy przez ponad godzinę dreptały w miejscu. Gdy wreszcie giełda ruszyła ponownie do góry, pokonanie tego istotnego oporu nie odbyło się (jak to zwykle bywa) dynamicznie i z dużym obrotem. Cała zasługa w miarę pozytywnego obrazu tej części sesji leżała po stronie TP i w dużo mniejszym stopniu - PKN i Agory. Telekomunikacja była jedyną spółką, która nie dość, że zanotowała solidny wzrost, to jeszcze jej walorami starano się intensywnie handlować.
W pewnym stopniu uwaga inwestorów skupiała się również na Prokomie. Jednak ten papier jest od ponad miesiąca zdecydowanie negatywnym bohaterem parkietu. Doniesienia o kolejnych kłopotach z kluczowymi kontraktami sprawiają, że nie cieszy się on ani sympatią, ani zaufaniem graczy. Zresztą obserwując wczorajsze notowania można było odnieść wrażenie, że w ogóle akcje nie cieszą się zaufaniem (poza, oczywiście, wyjątkami), a zwyżka (zniwelowana i tak pod koniec dnia) spowodowana została jedynie pozytywnym wydźwiękiem sesji za oceanem.
Tam inwestorzy przestali obawiać się, że Fed zacznie agresywniej zacieśniać politykę pieniężną. Dodatkowo spadły ceny ropy, więc pojawiła się również chęć do kupna akcji. Trudno wyrokować, na ile starczy tego optymizmu, ale dane makro z USA wzbudzają pewien niepokój. W lutym deficyt handlowy tego kraju osiągnął najwyższy poziom w historii, przekraczając prognozy analityków, a marcowa sprzedaż detaliczna wzrosła wprawdzie, ale mniej, niż oczekiwano. Zapewne najbliższe dni pokażą, co bardziej przemawia do inwestorów amerykańskich, bo do krajowych najwyraźniej wizja przedterminowych wyborów oraz perspektywa kampanii wyborczej, która z oczywistych powodów w ubiegłym tygodniu została zastąpiona chwilą jakże potrzebnej zadumy.
Zwróć uwagę:
Millenium - po gwałtownej przecenie po ustaleniu praw do dywidendy możliwe odreagowanie