Bank Światowy ocenia, że rządowy program konwergencji z grudnia 2004 r. (zakłada obniżenie deficytu budżetu do 3,4% w 2007 r.) wystarczy, aby spełnić "złagodzone" kryteria z Maastricht. Rada Europejska postanowiła w marcu, że będziemy mogli "odpisać" od deficytu część kosztów związanych z reformą systemu emerytalnego, dzięki czemu nie przekroczymy 3-proc. limitu wymaganego przy przyjmowaniu unijnej waluty. - Wiele jednak zależy od tego, czy program konwergencji będzie realizowany przez kolejny rząd - zastrzega Thomas Laursen, główny analityk banku na kraje Europy Środkowej i państwa bałtyckie.
W opinii ekonomistów, będzie to bardzo trudne. - Obniżenie deficytu z obecnych 35 mld zł do 30 mld zł w 2005 r. jest realne przy założeniu utrzymania wysokiego tempa wzrostu gospodarczego - przyznała wczoraj w rozmowie z PAP Halina Wasilewska-Trenkner, członek Rady Polityki Pieniężnej.
BŚ obniżył tymczasem w swoim najnowszym raporcie o nowych krajach członkowskich prognozę wzrostu PKB Polski w 2005 r. do 4,3% (w styczniu przewidywał 4,8%). Dlaczego? - Silny złoty powoduje, że eksport nie będzie wzrastał tak szybko, jak w 2004 r. - mówi T. Laursen. Do tego BŚ zwraca uwagę na słabą konsumpcję i inwestycje w gospodarce. Wskazuje też na możliwe trudności z utworzeniem koalicji rządzącej po wyborach.
Według ekspertów Banku, pobudzeniu gospodarki sprzyjać powinno przede wszystkim obniżenie tzw. klina podatkowego (wielkość podatków i zobowiązań wobec ZUS nałożonych na płace). Jest on wysoki we wszystkich krajach regionu - i stanowi 40-45% wszystkich kosztów pracy. BŚ dowodzi, że obniżenie "klina" o zaledwie 1 pkt proc. skutkować może zwieszeniem wzrostu PKB o 0,5-0,8 pkt proc. Jak jednak obniżać podatki, ograniczając jednocześnie deficyt? Odpowiedź Banku jest prosta - mniej wydawać. - Można dużo zaoszczędzić na rentach i zasiłkach przyznanych w nieuzasadniony sposób - tłumaczy. T. Laursen. - Nadspodziewanie pozytywne efekty przynieść może także reforma zarządzania środkami publicznymi, proponowana przez ministra finansów w tzw. planie B - dodaje Marcin Sasin, ekonomista Banku.