Tylko przez weekend można było zaobserwować swoistą dywergencję, między giełdami amerykańskimi, a czołowymi rynkami europejskimi. Za Atlantykiem zmiana trendu na spadkowy dokonała się już w zeszłym tygodniu, gdy większość giełd europejskich utrzymała się w konsolidacji. Wczoraj jednak doszło do wybicia z konsolidacji w dół między innymi na niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim rynku akcji. Najważniejszy z naszego punktu widzenia DAX stracił ponad 2,5% i zakończył sesję na 4209,4 pkt. Na wykresie doszło do wybicia z budowanej przez ponad dwa miesiące formacji potrójnego szczytu (głowy z ramionami). Wynika z niej, że w tej fali wyprzedaż DAX powinien znaleźć się nieco poniżej 4200 pkt. Być może już dziś zbudowane zostanie lokalne dno. Otwarta wczoraj prawie 40-punktowa luka bessy ostrzega, że ewentualne odreagowanie może być symboliczne i trudno jest liczyć na powrót do trendu wzrostowego. Z drugiej strony - w pewnym stopniu podobny układ zbudowany został na wykresie DAX w październiku 2004 roku. Wtedy również, przy okazji zmiany trendu krótkoterminowego na spadkowy, otwarta została luka bessy. Już dwa tygodnie po tym wydarzeniu DAX zanotował nowe maksimum w trendzie wzrostowym. Jednak wtedy konsolidacja nie była tak rozległa, a luka bessy nie przedzielała dwóch wysokich czarnych świec. Spośród największych giełd Starego Kontynentu, tylko w Szwajcarii utrzymał się w poniedziałek trend boczny.

Przewaga podaży widoczna jest na większości najważniejszych światowych rynków akcji - prawie 4% stracił wczoraj japoński Nikkei 225. Indeks pozostaje niecałe 300 punktów ponad kluczowym wsparciem na 10 660 pkt.

Wysokość podwójnego szczytu, z którego w zeszłym tygodniu wybił się S&P 500, wskazuje, że indeks spadnie do 1110 pkt. Do zmiany trendu nie przyczyniła się rosnąca rentowność tamtejszych obligacji (dochodowość 10-letnich not spadła poniżej kluczowego wsparcia na 4,4%), ale słabsze od oczekiwań dane makro i wyniki spółek. Reakcją była wyprzedaż akcji i zwiększony popyt na obligacje.