Produkt krajowy brutto zwiększył się do 3,14 bln juanów (379 mld USD), o 9,5% w stosunku do pierwszych trzech miesięcy ub.r. Był to wzrost szybszy niż w ostatnim kwartale ub.r. i szybszy niż 9% prognozowane przez ekonomistów.
Czołowe koncerny z całego świata wciąż budują fabryki w Chinach, by stamtąd eksportować towary do Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Chinach w ub.r. osiągnęły rekordowy poziom 60,6 mld USD, a w I kw. wzrosły o kolejne 9,5%, do 13,4 mld USD. Motorola, drugi na świecie producent telefonów komórkowych, poinformowała, że jej eksport z Chin wzrósł w ub.r. o 67%, do 6,95 mld USD. Tajwańska spółka Quanta Computer, największy producent notebooków, przenosi masową produkcję laptopów do Chin, gdzie już teraz zatrudnia ponad 13 tys. osób. Zagraniczne firmy produkują w Chinach, bo pensje pracowników stanowią tam 1/25 tego, co trzeba zapłacić w Stanach Zjednoczonych i jedną trzecią kosztów zatrudnienia np. w Malezji. W rezultacie produkcja przemysłowa wzrosła w Chinach w I kw. o 16%, a eksport aż o 35%. Nadwyżka w handlu zagranicznym wyniosła 16,6 mld USD, w porównaniu z 8,4 mld USD deficytu w takim samym okresie przed rokiem.
Boom inwestycyjny w Chinach jest głównym czynnikiem utrzymywania na wysokim poziomie cen surowców. Zwłaszcza teraz, gdy z USA nadchodzą informacje świadczące o spowolnieniu gospodarczym, a strefa euro i Japonia znowu przeżywają stagnację. Chiny zajmują już pierwsze miejsce na świecie pod względem zużycia stali, miedzi, aluminium i cementu, i drugie, jeśli chodzi o zużycie ropy naftowej. Ropa jeszcze nigdy nie była tak droga, a ceny metali są najwyższe od kilkunastu lat.
Nie brak już opinii porównujących obecną sytuację na rynku surowcowym z internetową bańką mydlaną z końca ubiegłego wieku. Bańka ta z hukiem pękła w 2000 r. i podobny los może czekać ceny surowców, jeśli dojdzie do przegrzania koniunktury w Chinach i załamania tempa ich wzrostu gospodarczego. Ostrzegają przed tym zagraniczni obserwatorzy, a świadome niebezpieczeństw władze starają się przyhamować rozwój. Na razie bezskutecznie. Premier Wen Jiabao już w ub.r. kazał bankom ograniczyć kredyty dla takich branż, jak nieruchomości, hutnictwo i motoryzacja. W kraju odczuwa się już bowiem braki węgla, ropy i zakłócenia w transporcie. W 24 z 27 chińskich prowincji i w czterech największych miastach dochodzi do wyłączeń energii elektrycznej.
Szybszy od zakładanego rozwój gospodarczy może spowodować podniesienie stóp procentowych i w rezultacie umocnienie juana. Jego ścisłe powiązanie z dolarem, utrzymywane od 10 lat, jest coraz ostrzej krytykowane. Analitycy obliczają, że dolar powinien kosztować 7,84 juana, a nie 8,27. Zmniejszyłoby to wzrost chińskiego eksportu.