Przedsiębiorcy od dawna zwracają uwagę na konieczność redukcji pozapłacowych obciążeń pracy. To one bowiem są główną przyczyną wysokiego bezrobocia. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzi projekt, przygotowany przez resort gospodarki i pracy, zakładający redukcję składki na Fundusz Pracy. Obecnie jest to 2,45% płacy, a byłoby 0,45%. W zamian za to pracodawcy 1% płacy przekazywaliby na fundusz szkoleniowy firmy.
- Popieramy ten projekt, gdyż uzyskaliby dzięki tej zmianie oszczędności - powiedział Jacek Męcina, dyrektor departamentu dialogu społecznego w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". - Koszt zatrudnienia pracowników spadłby o 1% płacy, a z funduszu szkoleniowego można by finansować różnego rodzaju kursy, podnoszące kwalifikacje.
Kiedy projekt trafi pod obrady Komisji Trójstronnej? Wkrótce - zapowiada Piotr Kulpa, wiceminister gospodarki i pracy. - W tej chwili negocjujemy w Komisji zamrożenie płacy minimalnej - powiedział. - Sprawę funduszy pracy i szkoleniowych będziemy omawiać później. Ale w przyszłym tygodniu być może zostanie rozesłany do negocjacji międzyresortowych projekt odpowiedniej ustawy.
Skąd pieniądze na zmniejszenie składki? Jak wyjaśniają pracodawcy, część zadań, na które do tej pory płacił Fundusz Pracy, w tej chwili jest finansowana przez instytucje unijne. Stąd wziął się pomysł redukcji składek.
Pracodawcy liczą jednak na dalsze redukcje obciążeń płac. Ich zdaniem, już w tej chwili można by się zająć zmianami w systemie ubezpieczeń chorobowych. Obecnie pracodawca płaci za pierwsze 33 dni pobytu pracownika na zwolnieniu. Dopiero potem finansowanie przejmuje ZUS, który łoży na ten cel z funduszu chorobowego. Tymczasem ten ostatni notuje nadwyżki.