Wczorajsza sesja pokazała, że rynek zapadł w stan śpiączki przed okresem publikacji wyników za I kwartał. Brak zmian cen przy bardzo niskiej aktywności (niewiele powyżej 320 mln zł obrotów) przemawia w obecnym układzie rynkowym na korzyść niedźwiedzi. Obrona kluczowej linii trendu wzrostowego nie wywołała bowiem na razie większej reakcji, niż tylko dwusesyjne słabe odbicie. A po tak głębokich spadkach można się było spodziewać nieco więcej.
A wczoraj atmosfera na kontynuację korekty była przednia. DAX przechodził z minusów na plusy, podnosiły się kontrakty w USA, Budapeszt mocno (wzrosty powyżej 2,5%) reagował na oczekiwaną, acz wcale nie pewną po ostatnich roszadach politycznych, obniżkę stóp procentowych. A GPW jakby nigdy nic dryfowała, nie bacząc na skalę ostatnich spadków i ignorując wynikający z niej potencjalny zasięg korekty. W takiej atmosferze nawet decyzja RPP (oczekuje się 25 punktowej obniżki stóp) nie powinna mieć dużego wpływu na notowania. Chyba że będzie miała poważne konsekwencje na rynku walutowym (wczoraj złoty był rekordowo tania w stosunku do dolara, umacniało się również euro). Kolejna fala wzmacniająca waluty mogłaby zostać nerwowo przyjęta przez inwestorów na GPW i być zalążkiem przeceny.
Ostoją rynku wciąż pozostaje PKN (ceny ropy nieznacznie wczoraj zwyżkowały po informacjach o częściowym przestoju w produkcji benzyny w USA), ale w świetle zbliżającej się oferty publicznej Lotosu kurs niekoniecznie musi utrzymywać się na obecnych poziomach. Szacunkowa wartość oferty Lotosu wymusi bowiem na niektórych instytucjach finansowych zmniejszenie zaangażowania w Orlen.
Wiele wskazuje na to, że marazm rynkowy potrwa przynajmniej do czwartku. Pierwszy odczyt PKB w USA za I kwartał i wyniki TP to już chyba odpowiedni kaliber, by ruszyć rynkiem. Po dwóch ostatnich sesjach sądząc, raczej ze wskazaniem na niedźwiedzie.
Zwróć uwagę: