- Nie jest wykluczone, że skumulowany wskaźnik inflacji za lata 2004-2005 może być niższy od 5%. W takiej sytuacji minister finansów nie będzie musiał wpisywać kosztów waloryzacji świadczeń społecznych do przyszłorocznych wydatków budżetowych - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
Średnioroczna inflacja wyniosła w ub.r. 3,5%. W pierwszych trzech miesiącach br. była jeszcze wyższa, ale w kolejnych miesiącach znacznie się obniży. Prognozy mówią o spadku inflacji w połowie roku nawet w okolice 1%.
Zmiana zasad waloryzacji emerytur i rent z FUS i KRUS była jednym z przyjętych przez Sejm elementów planu Hausnera. Do ubiegłego roku waloryzacja była dokonywana co rok. Od 2004 r. obowiązuje zasada, że dochodzi do niej dopiero wtedy, gdy skumulowany wskaźnik inflacji od ostatniej indeksacji przekroczy 5%. Wówczas świadczenia są powiększane o inflację i jedną piątą realnego wzrostu wynagrodzeń z poprzedniego roku.
Ekonomiści szacują, że ze względu na brak waloryzacji emerytur i rent tegoroczne wydatki budżetu mogły być zmniejszone o 4 mld zł. Gdyby do waloryzacji doszło w przyszłym roku, w budżecie musiałaby się znaleźć dodatkowa kwota przekraczająca 6 mld zł.
- Na miejscu ministra bym się nie cieszył, bo parlament z pewnością wpisze waloryzację do budżetu - zastrzegł Jankowiak. Posłowie mogą zmieniać kwoty dochodów i wydatków budżetu. Nie mają jednak wpływu na wielkość deficytu budżetowego, zaproponowanego przez rząd. Ze spekulacji prasowych wynika, że na 2006 r. planowany jest deficyt rzędu 30 mld zł. W tym roku ma być o 5 mld zł większy.