W ubiegłym roku za jeden z istotniejszych czynników mogących wpływać na przyszłe kształtowanie procesów inflacyjnych uważano możliwość pojawienia się tzw. efektów drugiej rundy. Obawiano się tu przede wszystkim znaczących podwyżek uposażeń. Wzrost dynamiki płac miał z nawiązką rekompensować wzrost kosztów utrzymania, spowodowany skokowym zwiększeniem się cen w okresie okołounijnym. Wypada podkreślić, że szoki cenowe dotyczyły przede wszystkim grupy artykułów najbardziej istotnej ze strony kosztów bytowych - czyli żywności. W dodatku dotknęły kilku specyficznych (bo bardzo dobrze widocznych) sekcji towarów - gdzie nowe cenniki były nawet o 50% wyższe od tych sprzed szoku (mięso i jego przetwory, oleje i tłuszcze, cukier i pochodne, część nabiału).

W konsekwencji potencjalne żądania płacowe mogły okazać się wyraźnie silniejsze, niżby wynikało to ze wzrostu ogólnego wskaźnika cen towarów i usług. Zauważmy, że padłyby one na stosunkowo podatny grunt. Firmy po pierwszej połowie ubiegłego roku miały bardzo dobre wyniki sprzedaży. Biorąc pod uwagę zyski, podsumowanie półrocza też wypadło okazale. Wzrost wydajności, jaki anonsowano na podstawie dostępnej wtedy sprawozdawczości, również przemawiał za możliwością znaczącego podwyższenia płac. Wszak w przemyśle sprzedaż na zatrudnionego zwiększała się w ujęciu rocznym nawet o 20%, a w przypadku całej gospodarki wzrost wydajności w pierwszych dwóch kwartałach przekraczał 6%.

Scenariusz podwyżkowy wydawał się tym bardziej prawdopodobnym w zestawieniu ze zmianami płac, jakie obserwowano w pierwszych miesiącach ubiegłego roku. Luty i marzec przyniosły niesezonowe i w dodatku bardzo znaczące wypłaty premii i nagród w górnictwie, a pozostałe działy również wypłaciły dodatkowe pieniądze związane z niezłym czwartym kwartałem 2003. W konsekwencji dynamika roczna płac w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2004 r. sięgnęła 7% (przy inflacji poniżej 2%). Skoro więc inflacja w związku z akcesją znacząco wzrosła, a jeszcze przed tym miewaliśmy pokaźną dynamikę płac - to w sposób zrozumiały obawy o skalę efektu drugiej rundy pączkowały w sposób imponujący.

Podobnie jak w kilku innych przypadkach - opinie na temat możliwości wystąpienia efektów drugiej rundy były mocno spolaryzowane. W części wypowiedzi dominowały tezy, że bardzo trudno w ostatnich latach pokazać, by dynamika płac znacząco przekraczała tempo wzrostu cen. Tak jak przedsiębiorcy reagowali na podwyżki inflacji, tak i redukowali tempo wzrostu płac, gdy inflacja spadała. Wszak chude lata spowodowały, że przedsiębiorstwa z ogromną rozwagą podchodzą do problematyki kosztów, a tu w szczególności kosztów związanych z uposażeniami. Dodatkowo bliższe przyjrzenie się danym o płacach na przełomie 2003 i 2004 roku przekonywało, iż obserwowany wtedy wzrost miał dość specyficzny charakter - po kilku latach przerwy do gospodarki powróciło "zjawisko" zwane premią. Stawki zasadnicze - najważniejsze dla średnioterminowego kształtowania się popytu, a więc i inflacji rosły zdecydowanie wolniej. Doskonale widać to było od kwietnia, kiedy po ustąpieniu czynnika premiowego roczna dynamika płac wróciła w całkiem bezpieczne rejony, tj. okolice 4,5%.No cóż, pora na jakąś zgrabną puentę, pozwalającą rozsądzić, kto wtedy miał rację. Szanowni Państwo, marzec był siódmym miesiącem z rzędu, w którym dynamika płac pozostawała grubo poniżej poziomu inflacji. Gdyby nie przypadkowy sierpień 2004 (poprawiony efektem bazy sprzed roku), moglibyśmy nawet mówić o pełnych trzech kwartałach - spadki uposażeń w ujęciu realnym zaczęły się bowiem jeszcze w lipcu 2004 roku. Oczywiście, miało to kapitalne znacznie dla procesów inflacyjnych. Zauważmy, że według projekcji inflacji z sierpnia 2004 w drugiej połowie ubiegłego roku oraz pierwszym kwartale 2005 dynamika cen miała systematycznie przyspieszać. Tymczasem drugie półrocze przyniosło stabilizację inflacji (choć faktycznie na wysokim poakcjesyjnym poziomie), natomiast w pierwszym kwartale roku bieżącego inflacja bardzo wyraźnie spadła. Pozostaje mieć nadzieję, iż handel doczeka choć kawałka z "obiecywanej" drugiej rundy - by powetować ostatnie trzy kwartały. W przeciwnym razie w lipcu znajdziemy się niebezpiecznie blisko deflacji.