Zmiany mają zmniejszyć wydatki na emerytury i tym samym uzdrowić amerykański system ubezpieczeń. Szacuje się bowiem, że po ich wprowadzeniu 30% przyszłych emerytów dostawałoby więcej, a reszta mniej.
Obecnie wzrost emerytur jest w USA związany z ruchami płac, które rosną szybciej niż ceny. Według nowego projektu świadczenia dla najlepiej zarabiających byłyby związane z cenami. Emerytury dla ludzi o średnich dochodach byłyby powiązane ze wskaźnikiem obliczanym łącznie dla płac i cen. Natomiast biedni Amerykanie byliby nadal uposażani tak jak obecnie. Prezydent Bush powiedział, że podstawowym celem tej operacji jest to, by "nikt nie biedował na emeryturze".
Przedstawiciele opozycyjnej Partii Demokratycznej stwierdzili już, że propozycje Busha nie wnoszą nic nowego do trwającego od kilku lat sporu wokół sposobów naprawy systemu ubezpieczeń socjalnych. Wszyscy zgodni są jedynie co do tego, że zmienić go trzeba. Obliczono bowiem, że wobec starzenia się społeczeństwa, w 2017 r. wypłaty na świadczenia będą większe od wpływów, a w 2041 r. zostanie wyczerpana cała nadwyżka i nie będzie z czego dokładać. Nie wszystkich to przekonuje, a zwłaszcza tych, którzy po reformie mieliby dostawać niższe emerytury. Bush zapewniał więc, że ewentualne zmiany nie będą dotyczyć emerytów urodzonych przed 1950 r. Zaapelował też do Kongresu, by uchwalił jego program tworzenia prywatnych rachunków emerytalnych (inwestycje z tych rachunków miałyby zasilić amerykańskie giełdy miliardami dolarów).
Bloomberg
Mniejszy deficyt budżetowy USA