W ostatnim czasie obserwowanie notowań kontraktów terminowych na indeks WIG20 mija się z celem, jeśli założony horyzont czasowy to co najmniej kilka tygodni. Kierunek ruchu został dawno określony i tylko cud może powstrzymać konsekwentny spadek do 1810 pkt.
Dobitnym tego przykładem było niedawne zachowanie kontraktów przy poziomie 1920 pkt podczas ruchu powrotnego, do przełamanego wcześniej wsparcia (w postaci ostatniego poziomu Fibonacciego dla styczniowej hossy). Opór, średnia i luka bessy skutecznie zatrzymały mizerny wzrost (odbywający się przy malejącym obrocie). Następujący po nim spadek (z kolei potwierdzony wolumenem) z łatwością i wyraźnie przełamał poprzedni lokalny dołek.
Na poziomie 1810 pkt wystąpi na pewno poważny popyt, a konsekwencją prób złapania dołka będzie prawdopodobnie spadek "jedynie" w okolice wsparcia. Jeżeli tuż po nim nie nastąpi silne odbicie, które nie przekształci się następnie w nową falę wzrostową, to dna bessy spodziewałbym się dopiero o kolejne 200 pkt niżej. Nie sądzę, by korekta prawie 3-letniej hossy była głębsza. Na razie jednak nic nie wskazuje na odbicie, a wskaźniki w żaden sposób nie dają sygnału do zakończenia spadków przy wspomnianym wyżej wsparciu.
Uważam, że reakcja rynku ponownie okazała się bardzo spóźniona w stosunku do faktów, które nieuchronnie musiały wpłynąć na rynek. Mowa przede wszystkim o jeszcze niedawnym umocnieniu złotówki, jak również o stale rosnącym od jakiegoś czasu ryzyku politycznym. Wcześniejszy brak reakcji na ww. fakty był aż nadto zadziwiający i nosił znamiona dystrybucji. Dodatkowo utrzymujący się wówczas optymizm i brak obaw o przyszłe wyniki spółek "zaciemnił" prawdziwy obraz rynku, choć faktem jest, że rynek i tak daleki był od euforii. Zatem kto został z akcjami?