Założyciele Piatieroczki - Andriej Rogaczew i Aleksander Girda - pozyskali z oferty 598 mln USD. Sprzedali w Londynie 46 mln kwitów depozytowych (GDR-ów) spółki, czyli 30-proc. udział, po 13 USD każdy. To dolna granica widełek, które w prospekcie ustalono na 13-16 USD. Po transakcji wartość rynkowa spółki wyniosła 2 mld USD.
Piątkowy debiut w Londynie również nie wypadł zbyt okazale. Po rozpoczęciu sesji GDR-y staniały o kolejne 1,9%, do 12,75 USD. Analityków nie dziwi fakt, że papiery Piatieroczki sprzedały się taniej niż pierwotnie oczekiwali właściciele. - Moim zdaniem, wycena była prawidłowa. To nowa rosyjska spółka, która ma wprawdzie potencjał wzrostowy, ale najpierw musi zdobyć zaufanie inwestorów - powiedział Bloombergowi Jean-Louis Tauvy, zarządzający funduszami w moskiewskiej firmie inwestycyjnej Atria Advisors.
Na gorszy debiut Piatieroczki mogły też wpłynąć inne czynniki, takie jak np. czasowe zamknięcie aż 109 sklepów w St. Petersburgu. Zarząd podjął taką decyzję 2 maja, gdy okazało się, że u dziewięciu pracowników spółki stwierdzono zakażenie wirusem żółtaczki typu A. 87 placówek otwarto po kilku godzinach tego samego dnia, ale 22 wciąż nie działa. Zarząd spółki wydał oświadczenie, że to wydarzenie nie będzie miało większego wpływu na wyniki, jednak część inwestorów mogła zrezygnować z tego powodu z zakupu akcji.
Pierwotna oferta publiczna Piatieroczki była drugą co do wielkości w historii rosyjskiego rynku. Największą przeprowadził, w lutym br., holding AFK Sistema (działa m.in. w branży nieruchomości i telekomunikacji), który zebrał z rynku 1,56 mld USD.