- Rząd nie robi zwrotu o 180 stopni, jeśli chodzi o program. Chcemy dokończyć sprawy, które już podjęto - powiedział wczoraj Paroubek dziennikarzom. Priorytetem dla nowego gabinetu, który czeka na piątkowe głosowanie nad wotum zaufania (tworzące go trzy partie koalicyjne mają zaledwie jeden głos przewagi w parlamencie), jest referendum dotyczące konstytucji Unii Europejskiej. Czesi mają głosować w tej sprawie w maju lub czerwcu przyszłego roku, przy okazji wyborów parlamentarnych. Jednak najpierw władze muszą zmienić przepisy, bo obecnie za ratyfikację traktatu konstytucyjnego odpowiada parlament.
Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, Paroubek podtrzymał plan przyjęcia euro w 2010 r. Aby zrealizować ten cel, już teraz rząd musi zacząć ograniczać wydatki z budżetu. W tym roku cięcia mają wynieść 10 mld do 15 mld koron, co ma pozwolić Czechom na redukcję deficytu do 4,7% PKB - tyle zadeklarowano w dokumentach złożonych w Brukseli. W ciągu trzech lat - dwa lata przed przyjęciem wspólnej waluty - deficyt musi spaść poniżej 3% PKB, progu wymaganego przez traktat z Maastricht.
Paroubek liczy, że do czasu przyjęcia euro stopa bezrobocia w Czechach spadnie do 4-5%, czyli poziomu podobnego, jak np. w Austrii. Obecnie wynosi 8,9%.
Rząd zapowiedział też, że postara się osiągnąć konsensus ze wszystkimi partiami reprezentowanymi w parlamencie, jeśli chodzi o reformę systemu emerytalnego. Obecnie wypłaty emerytur stanowią spore obciążenie dla budżetu, a przewiduje się, że za kilkadziesiąt lat system mógłby się kompletnie załamać. Paroubek zadeklarował również, że od przyszłego roku zostaną zmniejszone podatki dla osób o niskich i średnich dochodach.
Obecnie notowania czeskiego rządu są na poziomie najniższym od ośmiu lat. Według kwietniowej ankiety agencji CVVM, poparcie Czechów dla gabinetu wynosi tylko 14%.