Prokuratura w Parmie, która sprawą Parmalatu zajmuje się od 18 miesięcy, poinformowała, że wkrótce przekaże sprawę do sądu, razem z zeznaniami świadków i zebranym materiałem dowodowym. Choć nie podała żadnych konkretnych terminów, to według mediów jest to kwestia najbliższych dni. Prokuratorzy nanoszą podobno ostatnie poprawki w aktach oskarżenia.
Afera dotycząca Parmalatu, jednego z największych w Europie koncernów spożywczych, wstrząsnęła światowym rynkiem finansowym na przełomie 2003 i 2004 r., gdy okazało się, że na kontach firmy brakowało kilkanaście miliardów euro. Ze względu na rozmiary przestępstwa, Parmalat natychmiast ochrzczono mianem "europejskiego Enronu". Chwilę po ujawnieniu skandalu Parmalat wniósł o uznanie go za bankruta i ochronę przed wierzycielami. Zarząd usunięto, a włoski rząd przydzielił firmie zarządcę komisarycznego.
Wśród zarzutów, jakie mogą zostać postawione podejrzanym - w tym założycielowi i byłemu szefowi koncernu Calisto Tanziemu - mogą być oskarżenia dotyczące doprowadzenia firmy do bankructwa i działania w zmowie. Za pierwsze przestępstwo grozi kara 15 lat, a za drugie - 7 lat więzienia.
Równocześnie odrębne postępowanie w sprawie Parmalatu toczy się w Mediolanie. Tamtejsi prokuratorzy w zeszłym roku oskarżyli 27 osób, włączając Tanziego, zarzucając im manipulację na rynku akcji i przedstawianie fałszywych raportów nadzorcom rynku kapitałowego. Oskarżenia dotyczą też firm audytorskich, które odpowiadały za ocenę sprawozdań koncernu. W listopadzie rozpoczęły się wstępne przesłuchania, jednak na efekty śledztwa przyjdzie poczekać.
Obecny, wyznaczony przez władze, zarząd Parmalatu oczekuje, że akcje spółki mogą wrócić do notowań na giełdzie w Mediolanie jeszcze przed wrześniem. Przedwczoraj zgodę na ponowne wprowadzenie ich do obrotu wydały władze mediolańskiego parkietu.