- Nie ma możliwości wpływania na decyzje o przyznaniu pomocy z Unii. Procedura ma kilka etapów, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś przekupił kilkadziesiąt osób - zapewniał w środę wiceminister gospodarki Marek Szczepański. Istotnie, wnioski złożone przez firmy sprawdza niezależnie dwóch ekspertów. Ich decyzję ocenia z kolei trzydziestoosobowy Komitet Sterujący, którego członkami są także organizacje pracodawców. Całość nadzoruje kilkunastoosobowy Komitet Monitorujący.
Problem jednak w tym, że przy olbrzymim popycie na pieniądze na inwestycje, 10-krotnie przewyższającym dostępne środki, odpada każdy niemal wniosek, w którym przedsiębiorca popełnił błędy formalne. Stąd tak duża popularność firm konsultingowych. Nie dziwi też, że aplikujący liczą na pomoc tych, którzy powinni wiedzieć "najlepiej" - a więc urzędników odpowiedzialnych za promocję programów pomocowych, pracujących w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i w szesnastu Regionalnych Instytucjach Finansujących. Niektórzy z nich wiedzą nawet, jak sprzedać swoją "wiedzę".
Prowizja za kompetencję
- W nieoficjalnych rozmowach przedsiębiorcy mówią, że urzędnicy proponują im pomoc przy wypełnianiu wniosku. Przyznają też, że "usługa" taka kosztuje 10% dotacji - twierdzi Małgorzata Krzysztoszek, szef ekspertów ekonomicznych Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Problem korupcji (urzędnicy nie mogą pomagać "po godzinach") wyszedł w ankietach przeprowadzonych przez PARP wśród beneficjentów pomocy w województwie małopolskim. Udało się nam jednak ustalić, że chodzi o kompleksową analizę wykonaną przez Instytut Badań Rynkowych i Opinii Publicznej z Krakowa. PARP nie publikuje jej wyników, ponieważ ma wątpliwości do obiektywizmu szefa Instytutu prof. Jana Jerschiny. - Pan profesor również aplikował o pomoc unijną, jednak jego wniosek odpadł. Odtąd oskarża urzędników o korupcję - usłyszeliśmy w Agencji.
Co zmienić?