Raport tej treści opublikowała nowojorska firma konsultingowa Hennessee Group. Jej informacje w połączeniu ze spekulacjami, że niektóre fundusze hedgingowe wyprzedają aktywa, by pokryć straty z operacji finansowych, przyczyniły się do dość znacznych spadków indeksów na nowojorskiej giełdzie w mijającym tygodniu.
Wygląda jednak na to, że więcej w tym plotek niż faktów. Niektórych inwestorów mogły zaniepokoić niedawne uwagi Alana Greenspana, który wskazał na ryzyko wynikające z pozycji funduszy hedgingowych na rynkach finansowych. Zwiększają to ryzyko klienci wycofujący pieniądze, co zmusza fundusze do sprzedawania akcji, by mieć środki na umorzenia. Szef amerykańskiego banku centralnego wyraził też niepokój z powodu coraz większej wyrozumiałości, z jaką banki pożyczają funduszom hedgingowym.
A to inwestorom przywodzi na myśl losy Long-Term Capital Management. Fundusz ten na rosyjskim kryzysie sprzed 7 lat stracił ponad 90% z 4 mld USD. Co gorsza, na każdy dolar powierzony przez klientów inwestował ok. 20 pożyczonych dolarów. Teraz jednak fundusze hedgingowe wykorzystują bez porównania mniej kredytów, a ich zyski nie pochodzą tylko z rynku akcji. W pierwszych czterech miesiącach br. straty tych funduszy wyniosły średnio 1,6%, podczas gdy indeks S&P 500 zniżkował o 4%.
Kłopoty funduszy hedgingowych wynikają przede wszystkim z tego, że obecne warunki nie są dobre dla stylu ich inwestowania. Stopy procentowe są niskie, zmniejszają się różnice w rentowności długo- i krótkoterminowych papierów dłużnych, na giełdach akcji nie ma ani gwałtownych zwyżek, ani spadków.
Z tych samych przyczyn, a zwłaszcza w wyniku niskiego oprocentowania depozytów w bankach, do funduszy hedgingowych wpływa coraz więcej pieniędzy z funduszy emerytalnych, fundacji i innych instytucji oczekujących od nich większych zwrotów. W I kwartale do funduszy wpłynęło 27,4 mld USD i po raz pierwszy wartość ich aktywów przekroczyła 1 bilion USD.