Deutsche Boerse poszukuje menedżera na stanowisko prezesa, bo 9 maja do dymisji podał się dotychczasowy szef Werner Seifert. Uczynił to pod presją niektórych akcjonariuszy frankfurckiej giełdy, którzy sprzeciwiali się, nieudanym zresztą, próbom przejęcia London Stock Exchange. W. Seifert chciał zapłacić za rynek z Wysp aż 2,5 mld USD.
Według niemieckiej edycji "Financial Timesa", która powołuje się na nieoficjalne źródła w Zurychu, to właśnie prezes tamtejszej giełdy Reto Francioni jest najpoważniejszym kandydatem do objęcia schedy po Seifercie. W pokonanym polu może pozostawić przynajmniej siedmiu innych menedżerów, którzy mają znajdować się na liście Deutsche Boerse.
Kandydatura Szwajcara ma uzasadnienie. Giełda w Zurychu, którą kieruje, ściśle współpracuje z Deutsche Boerse. Francioni ma miejsce w zarządzie Eureksu, czyli rynku derywatów, w którym po 50% udziałów posiadają właśnie giełda niemiecka i szwajcarska. A, co najważniejsze, w latach 1993-2000 pełnił funkcję jednego z wiceprezesów Deutsche Boerse. Sam zainteresowany wprawdzie nie wypowiada się na temat swojej kandydatury, ale głos za niego zabrał Werner Voft, rzecznik parkietu z Zurychu. - Pan Francioni jest bardzo zadowolony ze swojej pracy i nie ma zamiaru niczego zmieniać - oświadczył.
50-letni Reto Francioni, urodzony w Zurychu, jest absolwentem tamtejszego uniwersytetu. Karierę zawodową rozpoczął w 1981 r. w Union Bank of Switzerland (bank, który wchodzi teraz w skład grupy United Bank of Switzerland), by po pięciu latach przenieść się do Credit Suisse. W 1995 r. rozpoczął pracę na niemieckiej giełdzie terminowej i od tej pory nieustannie związany jest z parkietami ze Szwajcarii i Niemiec.