Mniej więcej w połowie kwietnia inwestorzy stracili ochotę do otwierania długich pozycji w opcjach sprzedaży, które od września 2004 roku cieszyły się zdecydowanie większym zainteresowaniem niż opcje kupna. Mogło to świadczyć, że powoli tracą wiarę w możliwość przedłużenia się trendu spadkowego. Tymczasem w minionym tygodniu sytuacja uległa wyraźnej zmianie. W środę odnotowano rekordowy wolumen obrotu opcjami sprzedaży. Wyniósł on 769 instrumentów. Wcześniej podobną aktywność inwestorów na tej klasie pochodnych można było obserwować 16 i 25 lutego, czyli w miesiącu, kiedy WIG20 formował się w obowiązujący do dziś szczyt. Rekord w dużej mierze jest zasługą wygasającej we wrześniu serii z kursem wykonania 1700 pkt. Tylko na niej zrealizowano wolumen w wysokości 468 opcji. O prawie 300 (do 449) zwiększyła się liczba otwartych pozycji. Biorąc pod uwagę wielkość transakcji (5 po 50 opcji) zawartych w krótkich odstępach czasu, ze sporym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że dużą pozycję otwierał jeden inwestor. Wygląda na to, że oczekuje on, iż do 16 września (dzień wygaśnięcia serii wrześniowych) kurs indeksu największych spółek spadnie poniżej 1700 pkt.
"Tańsze" kontrakty
na MIDWIG
Od środy obowiązuje niższy poziom depozytów zabezpieczających dla kontraktów terminowych na indeks MIDWIG. Malejąca zmienność notowań sprawiła, że obowiązkowy zmalał z 3,8% do 3%. Wstępny wynosi natomiast 4,2% (wcześniej 5,3%). Dzięki takiej zmianie zabezpieczenie, które musi wnieść inwestor otwierający pozycję w tych instrumentach, zmalało z blisko 875 zł do 690 zł.
Czy zmieni to coś w sposobie postrzegania kontraktów terminowych na MIDWIG przez inwestorów? Do czasu kiedy nie nastąpi wyraźna zmiana tendencji, jest to mało prawdopodobne. Od roku notowania tych instrumentów poruszają się bowiem w trendzie bocznym pomiędzy 1600 a 1800 pkt. To właśnie z tego powodu drastycznie zmalało zainteresowanie tymi derywatami. Obecnie liczba otwartych pozycji wynosi tylko 65, a średni wolumen w trakcie ostatnich 5 sesji spadł do 6 kontraktów (dwa miesiące temu ustanowił historyczne minimum). Aby odpowiedzieć na pytanie, czy wybicie z formacji horyzontalnej może poprawić sytuację, wystarczy spojrzeć na wykres od czerwca 2003 roku do czerwca 2004 roku. Trwała wtedy silna hossa na rynku średnich spółek, która stopniowo przyciągała nowych inwestorów, także do kontraktów na MIDWIG. W szczycie hossy (kwiecień 2004 roku) średni wolumen obrotu nimi wynosił prawie 350 kontraktów. Odnotowano wtedy 616 otwartych pozycji. Po opuszczeniu formacji horyzontalnej można będzie więc z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać napływu spekulantów na ten rynek. Ich liczba będzie jednak zależała od kierunku, w którym nastąpi wybicie. Z raportu o inwestorach z rynku terminowego, który pojawił się w sobotnim PARKIECIE, wynika, że trendy spadkowe sprawiają im zdecydowanie większy kłopot niż wzrostowe. Tym samym mniej inwestorów może być zainteresowanych zawieraniem transakcji podczas rynków niedźwiedzia.