W notowaniach surowców coraz bardziej widać obawy o spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie. W zeszłym tygodniu indeks CRB Futures, który śledzi zmiany cen kontraktów na 17 najpopularniejszych surowców z amerykańskich giełd, stracił 2,2%. Dwa tygodnie wcześniej stracił nieco ponad 1%.
Zdaniem specjalistów, najwyższe od lat lub wręcz rekordowe w historii ceny miedzi czy ropy naftowej okazały się zbyt mocno wyśrubowane. I raczej nie należy oczekiwać, żeby po trwającej teraz przecenie spekulanci wznowili zakupy. Ostatnie dane amerykańskiego rządu pokazały, że fundusze hedgingowe i inne podmioty nastawione spekulacyjnie zmniejszyły zaangażowanie na tamtejszym rynku surowcowym do poziomu najniższego od połowy lutego.
W minionym tygodniu mocno przeceniono ropę naftową, która jest obecnie uznawana za najważniejszy surowiec dla światowej gospodarki. Ropa staniała o 4,5% (choć zdarzały się już ostatnio tygodnie, gdy jej cena zmieniała się nawet o 10%), głównie na skutek danych o rosnących zapasach surowca. Ich poziom w USA zwiększył się już dwunasty raz na ostatnie trzynaście tygodni. Zdaniem analityków, ropy jest już teraz tyle, że rafinerie nie muszą się obawiać jej niedoborów w czasie wzmożonej konsumpcji benzyn w okresie wakacyjnym.
Wczoraj za baryłkę ropy arabskiej w Nowym Jorku płacono 47,80 USD, prawie dolara mniej niż w piątek i najmniej od połowy lutego. Ropa ponownie należała do najmocniej taniejących surowców - po kawie i bawełnie.