Reklama

Na odwrót

Publikacja: 18.05.2005 08:31

Wstępne propozycje budżetowe ministra Gronickiego zostały pozytywnie przyjęte przez rynki finansowe i większość analityków. Co więcej, na razie nie było krytycznych komentarzy ze strony tzw. partnerów społecznych. A przecież rok wyborczy mógłby być doskonałą okazją, żeby chociaż spróbować zmusić polityków do większej szczodrości (mówiąc ściślej - do większej rozrzutności w wydawaniu publicznych pieniędzy).

Dziwne? Ale to jeszcze nie koniec. Przecież rząd wyraźnie otworzył się na mniej lub bardziej populistyczne ataki ze strony na razie jeszcze opozycyjnych partii. Tymczasem dwaj główni pretendenci do rządzenia, PO i PiS, stwierdzili ustami swoich ekonomicznych ekspertów, że deficyt powinien być mniejszy niż założone wstępnie 30 mld zł.

Platforma zapowiada nawet obniżenie wydatków o 20 mld zł, co - mimo to, że jest mało prawdopodobne - jednoznacznie sugeruje, że na rozdawnictwo nie ma co liczyć. Z liczących się ugrupowań, jedynie Samoobrona i Liga Polskich Rodzin wzywają do co najmniej pozostawienia deficytu na tym samym poziomie, co jednak nie przynosi im ani rozgłosu, ani większego poparcia.

Dla rynków finansowych, informacje takie to woda na młyn wzrostu cen obligacji i siły złotego. Pomaga również generalne poparcie dla przystąpienia do strefy euro - choć tutaj bardziej entuzjastyczna jest PO. Jeżeli bowiem nowa koalicja zrealizuje swoje zamierzenia, Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej nie zawaha się przeprowadzić kolejnych obniżek, znajdując "poduszkę bezpieczeństwa" we wzmocnionym reformami finansów złotym. I chociaż przełożenie zmian oficjalnej stopy NBP na poziom inwestycji w Polsce nie jest takie, jakby sobie tego większość z nas życzyła, perspektywa wymiany pieniądza na euro z pewnością zachęci przedsiębiorstwa do podejmowania wysiłków zmierzających do odpowiedniego przygotowania się na "ostateczne" otwarcie unijnych rynków.

Na co możemy liczyć w perspektywie kilku miesięcy? Wydaje się, że przedstawione wyżej perspektywy wymagają nieco więcej czasu do ziszczenia się. Największym ryzykiem (poza oczywiście szczerością polityków) jest pomysł pracowania w przyszłym roku na podstawie prowizorium budżetowego. Bo nawet jeśli celem takiego działania będzie możliwość przeprowadzenia dalej idących reform już w pierwszym roku rządzenia, to inwestorów może odstraszyć mniejsza stabilność i przewidywalność fiskalna.

Reklama
Reklama

Godne zauważenia jest jednak to, że część partii politycznych powoli przekonuje się, że "mydlenie oczu" i obiecywanie wyborcom gruszek na wierzbie (patrz: SLD cztery lata temu) niekoniecznie musi być najskuteczniejszą strategią. Być może jest jeszcze za wcześnie na tak optymistyczne spostrzeżenia. Projektu budżetu jeszcze nie ma, a kolejność w sondażach zmienia się jak w kalejdoskopie, co niektórych polityków może jednak zachęcić do szukania popularności przez wydawanie cudzych pieniędzy. Jednak jest szansa, że przez najbliższe kilka lat polskie rynki finansowe nie będą musiały za bardzo martwić się sytuacją finansów państwa.

ekonomista ING BSK

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama