- Obligacje restrukturyzacyjne oprocentowane są na poziomie stopy redyskontowej NBP, która wynosi teraz 6%. To więcej od rentowności rocznych bonów skarbowych, wynoszącej 5,2% i więcej od dochodowości 5-letnich obligacji, równej ok. 5,4%. A to oznacza, że są droższe w obsłudze - mówi Piotr Marczak, wicedyrektor Departamentu Zobowiązań i Należności Finansowych Państwa. Kolejna korzyść z operacji to zamiana nierynkowego długu Skarbu Państwa (oprócz obligacji restrukturyzacyjnych do tej grupy należą też m.in. sukcesywnie wykupywane przez MF obligacje Brady?ego) na papiery rynkowe. Według danych, na koniec lutego br., zadłużenie Skarbu Państwa z tytułu długu nierynkowego wynosiło 4,33 mld zł. Dla porównania, pod koniec 1997 r. sięgało 28 mld zł mld zł.

Obligacje restrukturyzacyjne (jak sama nazwa wskazuje, były elementem procesu restrukturyzacji banków i posłużyły do podniesienia ich kapitałów) zostały wyemitowane przez MF w latach 1993-1994. Papiery dostało 10 banków, m.in. podmioty, które zostały włączone do Pekao, Millennium, BPH oraz BGŻ. Ten ostatni dostał też dodatkowe obligacje w 1996 r. W sumie wartość emisji to 4,7 mld zł. Jednak faktyczne zadłużenie Skarbu Państwa z powodu tych papierów było o wiele większe. W roku 1998 sięgało nawet 8,71 mld zł.

Jak wytłumaczyć taką rozbieżność między nominałem a kwotą zadłużenia? - Wynika to z konstrukcji obligacji. Ministerstwo wypłaca tylko 5% w formie odsetek, a pozostała różnica w stosunku do stopy redyskontowej powiększa kapitał. Przykładowo, w połowie 2001 r., gdy stopa redyskontowa wynosiła 20%, kapitalizowane było aż 15 pkt proc. nominału. A to powodowało, ze dług przyrastał, mimo że obligacje były wykupywane - wyjaśnia P. Marczak. Ministerstwo, zgodnie z planem, wykupuje obligacje restrukturyzacyjne i wypłaca odsetki co pół roku. Oprócz tego dokonuje wykupu przedterminowego.

Według Marcina Materny, analityka z domu maklerskiego Millennium, operacja nie jest korzystna dla banków ze względu na wysokie oprocentowanie obligacji. Nie przekonuje go argument, że banki dostaną gotówkę zamiast obligacji, których nie mogą sprzedać na rynku. - Banki mają w portfelu inne obligacje skarbowe, które mogą w każdej chwili upłynnić po to, żeby np. zwiększyć akcję kredytową - twierdzi.