W okresie sześciu miesięcy, kończącym się 31 marca, LSE zarobiła netto 27,4 mln funtów (50,4 mln USD), podczas gdy rok wcześniej odnotowała zysk w wysokości 30,1 mln funtów. W całym roku obrachunkowym spółka zarobiła 62,2 mln funtów, o 1,9% mniej niż rok wcześniej, co pokryło się z oczekiwaniami analityków.
Wyniki giełdy pogorszyły się w dość nieoczekiwanym momencie, bo w okresie, gdy liczba transakcji zawarta we wszystkich segmentach jej rynku zwiększyła się o 15%, do 67,9 mln. - Taki wzrost obrotów to spory sukces w porównaniu z rezultatami największych konkurentów, takich jak Deutsche Boerse czy Euronext - powiedziała prezes londyńskiej giełdy Clara Furse. Jednak nie zaowocowało to zwyżką zysku, a głównym powodem była konieczność obniżenia opłat pobieranych od emitentów.
W ub.r. brytyjska instytucja stojąca na straży wolnej konkurencji - Office of Fair Trading - przychyliła się do wniosków niektórych spółek, które sprzeciwiały się zbyt wysokim opłatom pobieranym co roku za notowanie na LSE. W efekcie giełda musiała obniżyć stawki, a to przełożyło się na prawie 10-proc. spadek wpływów z tego tytułu, do 35,2 mln funtów.
Wzrosły też koszty o 6%, do 164 mln funtów, a dodatkowo giełda musiała wydać 6,8 mln funtów na doradców, którzy pomagali jej "rozwiązywać" problem związany z próbami przejęcia przez Deutsche Boerse (Niemcy oferowali 1,3 mld funtów, jednak ostatecznie w marcu wycofali się z tych planów). Wczoraj Clara Furse powiedziała, że spekulacje na temat ewentualnej fuzji z udziałem LSE nie zakłócają pracy zarządu. Nieoficjalnie mówi się, że po wycofaniu się Niemców, większy apetyt na londyńską giełdę ma sojusz Euronext (należą do niego giełdy z Paryża, Lizbony, Amsterdamu i Brukseli), który kilka miesięcy temu wstępnie deklarował zainteresowanie taką transakcją.