Analitycy byli przygotowani na najgorsze. Wysoki wzrost produkcji przed rokiem (prawie 22%), wywołany tzw. efektem unijnym, i tygodniowa żałoba narodowa w tym roku spowodowały, że prognozy dotyczące kwietniowych wyników przemysłu były bardzo pesymistyczne. Ekonomiści ankietowani przez PARKIET uznali, że spadek wyniesie 5%. Najgorsza prognoza wskazywała na możliwość zmniejszenia produkcji nawet o 11%.
Pozytywne zaskoczenie
- Mamy miłą niespodziankę na koniec tygodnia - powiedziała w piątek po ogłoszeniu danych GUS Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego. - Bardziej prawdopodobne wydawało się, że faktyczne wyniki będą gorsze od prognoz - dodaje. Analitycy podkreślają, że mieli bardzo duży problem z oszacowaniem wpływu żałoby narodowej na gospodarkę. Ograniczenie aktywności gospodarczej mogło być bowiem dużo większe, niż wynikało to z jednego dodatkowego dnia wolnego (w efekcie pracowaliśmy o jeden dzień krócej niż w kwietniu 2004 r.).
Okazuje się jednak, że mimo splotu niekorzystnych czynników spadek produkcji był mniejszy niż w marcu, gdy wyniósł 3,7%. - Nie jest tak źle z naszą gospodarką - twierdzi ekonomistka Banku Handlowego. - Najgorsze mamy już za sobą - dodaje Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Ekonomiści spodziewali się, że początek roku będzie słaby ze względu na przedakcesyjne ożywienie gospodarki w pierwszych miesiącach 2004 r. Ujemne wyniki pojawiły się nie tylko w przemyśle, ale też w handlu detalicznym. W efekcie dynamika PKB w I kwartale mogła spaść poniżej 3%. - Spodziewam się, że już w maju będziemy mieć wzrost produkcji rok do roku, a w czerwcu dynamika będzie już solidna, na poziomie 7-8% - ocenia M. Szczurek.
Ratuje nas eksport